
Same sny także potrafiły dokuczyć. Były pełne całkiem obcych upiorów, a pojawiające się w ich trakcie fantazje seksualne niekiedy pozbawiały wręcz chęci do życia. Gdyby taka osoba potrafiła sprecyzować jakiekolwiek pragnienie, zapewne zaczęłaby szukać sposobu, by ze sobą skończyć.
— W ciągu paru minut widziałem go całkiem odmiennie — kontynuował tymczasem Mannon. — Jako groźną futrzastą bestię próbującą wyrwać mi pióra z brzucha albo bezmyślnego kudłacza, którego zaraz zmiażdżę jedną z moich sześciu masywnych nóg, jeśli nie uda mi się go jakoś odsunąć. A po chwili widziałem znowu tylko zwykłą suczkę, która chciała się bawić. To nie było łatwe… Pod koniec była już bardzo zdezorientowana i jej odejście przyniosło mi raczej ulgę, niż zasmuciło. Może na razie porozmawiajmy o czymś innym, bo w przeciwnym razie Prilicla nie tknie swojego lunchu — zaproponował czym prędzej.
Z ulgą skupili się na plotkach dotyczących pewnych zdarzeń na metanowym oddziale dla klasy SNLU. Conwaya ciekawiło, jakim cudem mogło dojść do czegoś równie skandalicznego między dwojgiem krystalicznych istot żyjących w temperaturze minus stu pięćdziesięciu stopni Celsjusza. Intrygowało go ponadto, dlaczego właściwie ciepłokrwiści tlenodyszni tak przejęli się kodeksem moralnym całkiem odmiennych od nich stworzeń. I czy miało to jakiś związek z powodami, dla których Mannon był tak dobrym materiałem na Diagnostyka…
Choć właściwie już nie był…
Żeby zostać asystentem Thornnastora, naczelnego Diagnostyka patologii (i tym samym przełożonego Diagnostyków w Szpitalu), Mannon musiał się cieszyć absolutnie doskonałym zdrowiem. Diagnostycy byli niesamowicie wyczuleni na kondycję swoich asystentów. To samo podkreślał też zresztą O’Mara. Tylko jak ustalić, co właściwie opętało Mannona dwa dni wcześniej?
