— Nie potrafię orzec, czy naprawdę jest pan przekonany do tego, co mówi, czy tylko zaszedł za daleko i nie chce się wycofać z obawy przed śmiesznością. Chociaż moim zdaniem śmieszniej już być nie może. Niepotrzebnie boi się pan przyznać do błędu, Conway. Dobrze byłoby wziąć się do naprawiania szkód i przywracania dyscypliny, którą osłabił pan swoimi działaniami. — O’Mara odczekał dokładnie dziesięć sekund, a gdy nie usłyszał odpowiedzi Conwaya, dodał: — Dobrze, doktorze. Może pan się spotkać z pułkownikiem. Proszę też powiedzieć Prilicli, że zmienię mu rozkład zajęć, aby mógł pomagać panu w wykrywaniu wspomnianego echa. Skoro tak bardzo zależy panu na kompromitacji, mogę dopilnować, aby była kompletna. Niemniej potem i tak będę musiał z przykrością odprawić Mannona ze Szpitala i obawiam się, że to samo spotka pana. Odlecicie jednym statkiem…

I podziękował spokojnie Conwayowi.

* * *

Mannon oskarżył go o niewłaściwe pojmowanie lojalności, a O’Mara zasugerował wprost, że jego obecne stanowisko wynika jedynie z niechęci przyznania się do popełnionego błędu. Podsunął mu nawet rozwiązanie, które jednak Conway odrzucił. Conwayowi groziło zatem przeniesienie do innej, mniejszej placówki albo nawet do szpitala na jakiejś planecie, gdzie wizyta nieziemca jest wielkim wydarzeniem. Nie czuł się dobrze z tą perspektywą. Może istotnie jego teoria była zbyt naciągana, a on nie chciał tego przyznać. Może istotnie wszystkie wypadki wynikały ze zwykłego rozkładu statystycznego i nijak nie wiązały się z problemem Mannona. Gdy szedł korytarzem, na którym ciągłe trwał taniec wzajemnego ustępowania drogi, walczył z coraz silniejszym impulsem, żeby zawrócić do gabinetu O’Mary, zgodzić się z nim, przeprosić i obiecać, że to się więcej nie powtórzy. Zanim jednak pomysł dojrzał, Conway stanął pod drzwiami Skemptona.

Zaopatrzeniem i niemal całą obsługą Szpitala zajmował się Korpus Kontroli, zbrojne ramię Federacji. Jako starszy oficer, pułkownik Skempton regulował ruch statków do i ze Szpitala i odpowiadał za tysiąc innych szczegółów administracyjnych. Podobno blat jego biurka zniknął pod papierami już w pierwszym dniu pracy pułkownika i od tamtej pory spod nich nie wyjrzał. Gdy Conway wszedł do gabinetu, Skempton uniósł głowę, powitał go i rzucił tylko:



18 из 168