
— Dziesięć minut…
Trwało to znacznie dłużej. Conwaya interesowały statki, które przybyły z dziwnych portów albo odlatywały do nietypowych miejsc przeznaczenia. Zażądał danych na temat zaawansowania technologicznego i medycznego oraz klas fizjologicznych mieszkańców tych światów. Najbardziej zaś zależało mu na informacjach o rozwoju psychologii oraz zdolności psionicznych i częstym występowaniu chorób umysłowych. Skempton wysłuchał go i zaczął przeszukiwać papiery na biurku.
Okazało się jednak, że zarówno statki zaopatrzeniowe, jak i szpitalne oraz jednostki dostosowane w nagłej potrzebie do roli ambulansów, które przybyły w ostatnich paru tygodniach, pochodziły z dobrze znanych światów Federacji. Wyjątkiem był tylko Descartes eksploatowany przez Wydział Zwiadu i Kontaktów Kulturowych. W trakcie rejsu wylądował na kilka minut na pewnej niezwykłej planecie. Nikt nie opuszczał statku, wszystkie włazy pozostały zamknięte, pobrano jedynie próbki powietrza, wody i gruntu. Analiza wykazała, że mogą być ciekawe, ale na pewno nie stanowią zagrożenia. Patologia przeprowadziła potem dodatkowe, bardziej szczegółowe analizy tych materiałów i doszła to identycznych wniosków. Sam Descartes nie zabawił długo przy Szpitalu, przekazał tylko próbki i pacjenta…
— Był pacjent! — zawołał Conway, gdy pułkownik doszedł do tego fragmentu raportu. Skempton nie potrzebował zdolności empatycznych, aby pojąć, co lekarz ma na myśli.
— Owszem, doktorze, ale nie wiązałbym z nim żadnych nadziei — powiedział. — Nie cierpi na nic egzotycznego, to tylko złamana noga. Poza tym, choć nie znamy żadnego przypadku, aby obce pasożyty zagnieździły się w ciele istoty z innego ekosystemu, i w ogóle uważamy, że to niemożliwe, pokładowi lekarze i tak sprawdzają zawsze, czy nie ma jednak jakiegoś wyjątku od tej reguły. Słowem, to naprawdę tylko złamanie.
