
Nie przerywały pogawędki. Elena zwierzyła się Indrze, że z początku wcale nie miała ochoty przeprowadzać się z Zachodnich Łąk do Sagi, lecz zdecydowano za nią, a ona się na to zgodziła. Teraz bardzo się z tego cieszyła. Radowała się też ogromnie, że znalazła przyjaciółkę w Indrze, bo Berengaria trzymała ostatnio raczej z bliższymi jej wiekiem Siską i Sassą.
Miranda natomiast nie przyjaźniła się z nikim, chadzała własnymi ścieżkami i nie miało sensu nawet pytać, dokąd one prowadzą.
– Ludzie przestawiają mnie to tu, to tam – westchnęła Elena. – A ja im na to pozwalam, bo na coś innego brakuje mi odwagi.
– Co za głupstwa! Nie wolno ci być taką słabą!
– I tak źle myśleć o sobie? – uśmiechnęła się Elena. – Ale ja przecież nie jestem… Ojej, przepraszam, telefon dzwoni, muszę odebrać.
Telefonował Jaskari, który studiował medycynę. Właściwie chciał pracować jako weterynarz, lecz w Królestwie Światła więcej było chorych ludzi niż zwierząt. Zawód lekarza i tak dawał dobre podstawy, gdyby później postanowił przekwalifikować się na specjalistę od zwierząt.
Elena, ledwie usłyszawszy jego głos w słuchawce tak późnym wieczorem, od razu wiedziała, że chodzi o wyjazd. Dziewczyna miała zostać pielęgniarką, wszyscy naokoło bowiem nieustannie powtarzali: „Elena jest taka miła i dobra, wprost stworzona do tego zawodu”.
Sama Elena wcale nie była przekonana o swojej dobroci. Jak inni ludzie, miała swoje sympatie i antypatie, o tych ostatnich jednak nie śmiała mówić głośno. Przez cały okres dorastania pozostawała w cieniu brylującej Berengarii i zresztą bezgranicznie ją podziwiała. Pragnęła wyglądać jak ona, mówić jak ona, błyszczeć jak ona. Trochę to trudne dla kogoś, kto nosi w sobie nieustanny lęk, że komuś się nie spodoba.
