
Elena zaliczała się do ludzi pragnących, by wszyscy ich lubili, i sięgających dna rozpaczy, kiedy napotykali czyjąś niechęć. Elena tak ogromnie chciała być lubiana, że niszczyła przy tym samą siebie. Trudno jej było mówić „nie”.
Dlatego też od razu pokornie się zgodziła na prośbę Jaskariego, chociaż nie cierpiała wypraw do miasta nieprzystosowanych. Razem z Jaskarim należeli do niewielkiej grupki rezerwowych porządkowych, wykorzystywanych, kiedy potrzebowano liczniejszego personelu. Istnieli co prawda Strażnicy i zespół lekarzy, oni jednak nie mogli znajdować się wszędzie jednocześnie. Przy sprawach mniejszej wagi, jak teraz, wysyłano także młodszych, wciąż jeszcze się uczących. Tym razem ich zadaniem miało być niedopuszczenie dzieci i młodzieży zbyt blisko magazynu z fajerwerkami, w którym miała miejsce eksplozja. Nic poważnego się nie stało, lecz gdyby iskra spadła na główny skład, mogłaby wyniknąć z tego prawdziwa katastrofa. Kilku pracowników doznało obrażeń, lecz nimi już się zajęto. Elena i Jaskari stanowili rezerwę.
Nikt inny niż nieprzystosowani nie wymyśliłby produkcji fajerwerków w Królestwie Światła, gdzie króluje wieczne słońce. Jego promienie nie docierały tylko do tego miasta.
Indra gestami spytała, czy może pojechać razem z nimi, Elena powtórzyła jej prośbę Jaskariemu.
– Dlaczego nie? – odpowiedział chłopak pozostający poza zasięgiem słuchu Indry. – Przyda jej się, jak się trochę ruszy z kanapy. Jori i Armas także tam będą, szkolą się wszak na Strażników.
Indra roześmiała się, kiedy Elena przekazała jej wiadomość.
– Pomyśl tylko, że kochanego Joriego uznano za godnego funkcji Strażnika! Uważa się to przecież za coś nadzwyczajnego, prawda?
– Strażnicy cieszą się ogromnym szacunkiem – potwierdziła Elena. – Ach, ci okropni nieprzystosowani, stale wynikają z nimi jakieś awantury.
