
Miasto stanowiło bezładną mieszaninę szczegółów, wywodzących się z różnych epok. Szalała nostalgia, doprowadzając do tego, że spory i kłótnie, jakie zawsze tu miały miejsce, stawały się jeszcze gwałtowniejsze. Wreszcie Strażnicy postanowili zaprowadzić jakiś ład. I tak tym, którzy trafili tu pierwsi, przydzielono dzielnicę na ziemi w pobliżu paskudnych budynków fabrycznych i biurowych, przy których tak się upierali, natomiast przybyli ostatnio mieli swoje mieszkania i miejsca pracy na podziemnych ulicach, oświetlonych latarniami i neonowymi reklamami. Ludzie, którzy nie mogli pogodzić się z życiem w Królestwie Światła, chcieli, by wszystko wyglądało dokładnie tak samo, jak w ich świecie na powierzchni Ziemi.
Nie dało się przecież nikogo odesłać z powrotem, dlatego Strażnicy starali się zrobić wszystko, by mieszkańcy dobrze się tu poczuli.
Może wpływ miało też słówko szepnięte przez Theresę, wspomniała ona coś o rozmaitości typów ludzkich i to na pewno trafiło Strażnikom do przekonania. Zapewne wcześniej zdarzało się, że mniej szczęśliwie dobrani osobnicy, kryminaliści i im podobni, znikali. Teraz już tego nie praktykowano. Wszyscy mieli prawo do życia, również ci, na których Święte Słońce nie wywierało żadnego wpływu albo zbyt mały. Serca tych ludzi nie dawały się oczyścić, a wiązało się to oczywiście z faktem, że nie docierały do nich dobroczynne promienie Słońca. Po części dlatego, że nieprzystosowani nie byli podatni na działanie Słońca, a po części ze względu na dzielącą ich od niego odległość.
