
– Do własnych rzygowin – jeszcze bardziej podniósł głos Konrad z Oleśnicy – i do kałuży błota powrócił zaprzaniec i heretyk Reinmar z Bielawy, rabuś, czarownik, kat dziewic, bluźnierca, bezcześciciel miejsc świętych, sodomita i bratobójca, winowajca licznych zbrodni, łotr, który ultimus diebus Decembris zdradziecko, ciosem w plecy, zamordował był dobrego i szlachetnego księcia Jana, pana na Ziębicach.
– Przeto w imię Boga Wszechmogącego, w imię Ojca, Syna i Świętego Ducha, w imię wszystkich Świętych Pańskich, mocą w nas położoną wykluczamy apostatę Reinmara z Bielawy ze wspólnoty Ciała i Krwi Pana naszego, odcinamy więź łączącą go z łonem Świętego Kościoła i wypędzamy go ze zgromadzenia wiernych.
W ciszy, jaka zapadła w nawach, dało się słyszeć jedynie sapania i oddechy. Czyjś tłumiony kaszel. I czyjąś czkawkę.
– Anathema sit! Wyklęty jest Reinmar z Bielawy! Przeklęty niechaj będzie w domu i na dworze, przeklęty w życiu i w skonaniu, stojący, siedzący, robiący i chodzący, przeklęty w mieście, w siole i na roli, przeklęty na polach, w lasach, na łąkach i pastwiskach, na górach i w dolinach. Niemoc nieuleczalna, pestylencja, wrzód egipski, hemoroidy, świerzb i parchy niechaj padną na jego oczy, gardło, język, usta, szyję, piersi, płuca, uszy, nozdrza, ramiona, na jądra, na członek każdy od wierzchu głowy aż do stopy nożnej. Przeklęty niechaj będzie jego dom, jego stół i jego łoże, jego koń, jego pies, przeklęta niechaj będzie jego strawa i napitek, i wszystko, co posiada.
Elencza czuła łzę, zsuwającą się po policzku.
– Obwieszczamy Reinmara z Bielawy obłożonym anatemą wieczystą, ciśniętym w otchłań wraz z Lucyferem i upadłymi anioły. Liczymy go między po trzykroć przeklętych bez nadziei niżadnej na wybaczenie. Niechaj lux, światłość jego, na zawsze, na wieki wieków zgaszona będzie, na znak, że wyklęty zgasnąć powinien w pamięci Kościoła i ludzi. Niechaj tak się stanie!
