Rica bezszelestnie wyślizgnęła się z pomieszczenia i stanęła w otwartych drzwiach sterowni. Haviland Tuf siedział przy głównym pulpicie z ogromnym szarym kocurem na kolanach i dużymi białymi rękami nad klawiaturą komputera. Furia, mała czarno-biała kotka, bawiła się u jego stóp, turlając po podłodze pióro świetlne. Tuf nie usłyszał Riki; nikt jej nigdy nie słyszał, chyba że sama tego chciała. Oparta o futrynę, przyglądała mu się przez dłuższą chwilę.

— Nie śpisz — powiedziała wreszcie.

Tuf odwrócił się razem z fotelem i spojrzał na nią z kamienną twarzą.

— Cóż za zdumiewająco logiczny wniosek — odparł. — Siedzę oto przed panią, przytomny i pogrążony w pracy, pani zaś, opierając się wyłącznie na powierzchownej obserwacji, stwierdza bezbłędnie, że nie śpię. Doprawdy, jestem pełen podziwu.

Rica weszła do sterowni i usiadła na koi Tufa. Równiutko złożona pościel była nietknięta od poprzedniego okresu spoczynku.

— Ja też nie śpię — oznajmiła z uśmiechem.

— Trudno mi w to uwierzyć.

— Lepiej uwierz, Tuf. Nie potrzebuję wiele snu, najwyżej dwie albo trzy godziny na dobę. W moim fachu to zaleta.

— Nie wątpię.

— Ale podczas długiej podróży to raczej poważna wada. Cholernie się nudzę.

— Może więc zechciałaby pani rozegrać ze mną jedną albo dwie partyjki?

— Chętnie, tyle że myślę o zupełnie innej grze.

— Wprost uwielbiam poznawać nowe gry.

— Znakomicie. W takim razie zagramy w Konspirację.

— Obawiam się, że nie znam jej reguł.



17 из 421