
Kobieta roześmiała się głośno.
— Możesz się nie obawiać. Wątpię, żeby powiedział coś niemiłego na twój temat. Wątpię nawet, żeby o tobie pomyślał, kiedy już da ci kopa w tyłek.
Z zadowoleniem stwierdziła, że jej słowa chyba wywarły na Tufie spore wrażenie, ponieważ mrugnął — co prawda tylko raz, ale powoli i z zastanowieniem.
— Zaiste.
— Naprawdę nic cię to nie obchodzi? Nie interesuje cię, dokąd lecimy ani dlaczego Waan i Lion ujawnili cel podróży dopiero wtedy, kiedy wszyscy znaleźliśmy się na pokładzie? Ani dlaczego Lion wynajął ochroniarza?
Nie odwracając wzroku od Riki Dawnstar, Tuf zaczął głaskać gęste szare futro Muchomora.
— Przyznaję ze wstydem, iż ciekawość należy do moich największych wad. Obawiam się, że przejrzała mnie pani na wylot i teraz zamierza bezwzględnie wykorzystać moją słabość.
— Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
— Zaiste — mruknął Tuf.
— Ale przecież nikt nie powiedział, że w piekle naprawdę jest nieprzyjemnie — dodała Rica. — Lion wie, że chodzi o coś ogromnego i potwornie niebezpiecznego. Właśnie dlatego potrzebowali kogoś takiego jak Nevis. Teraz jest ich czworo do podziału, ale biorąc pod uwagę opinię, jaką cieszy się Kaj, należy wątpić, czy będzie chciał dotrzymać umowy. Ja mam za zadanie dopilnować, żeby jej dotrzymał. — Wzruszyła ramionami i poklepała broń w kaburze pod pachą. — Oprócz tego stanowię coś w rodzaju ubezpieczenia na wypadek innych, nieprzewidzianych okoliczności.
— Pozwolę sobie zauważyć, że pani obecność również może stać się przyczyną rozmaitych komplikacji.
Obdarzyła go lodowatym uśmiechem.
— Tylko nie mów o tym Lionowi — odparła, po czym wstała i przeciągnęła się. — Przemyśl sobie tę sprawę, Tuf. Moim zdaniem, Nevis cię nie docenił. Nie popełnij tego samego błędu, szczególnie jeśli chodzi o mnie. Nigdy. Może nadejść chwila, kiedy przyda ci się sojusznik. Może nawet prędzej niż przypuszczasz.
