
Na wykrzywionej grymasem wściekłości twarzy kobiety pojawił się triumfalny uśmiech. Przyjrzała się kolejno pozostałym osobom siedzącym przy stole. Rica Dawnstar na próżno usiłowała zachować powagę, Kaj Nevis nawet nie udawał, że stara się to uczynić, Jefri Lion natomiast sprawiał wrażenie czymś zaniepokojonego.
— A widzicie? — zapytała z mściwą satysfakcją. — Mówiłam, że najlepsze kawałki chowa dla siebie! — Chwyciła swój talerz i rzuciła nim z całej siły. Talerz doleciał do przeciwległej ściany, odbił się i wylądował na nie zasłanej koi Riki Dawnstar, która uśmiechnęła się słodko.
— Nie wiem, czy pamiętasz, Waan, ale właśnie zamieniłyśmy się miejscami.
— Nieważne. — Celise Waan machnęła ręką. — Wreszcie się porządnie najem. Pewnie teraz wszyscy będziecie chcieli się przyłączyć?
— Skądże znowu, moja droga — zapewniła ją Rica, wycierając swój talerz kawałkiem cebulowego chleba.
Lion podrapał się nerwowo po nosie.
— Jeśli zdołasz wyrwać to mięso Tufowi, jest twoje — zapewnił ją pospiesznie Kaj Nevis.
— Wyśmienicie. Tuf, dawaj żarcie na stół! Kupcowi nawet nie drgnęła powieka.
— Rzeczywiście, według umowy, którą zawarłem z Kajem Nevisem, jestem zobowiązany żywić was podczas podróży. Co prawda nie określiliśmy rodzaju pożywienia, niemniej jednak jestem gotów pogodzić się z losem i zastosować się do waszych życzeń. Cóż, zawsze wykorzystywano moją dobroduszność i naiwność i chyba już nie uda mi się tego zmienić. Tak się jednak składa, że ja również mam pewną zachciankę. Jeśli zgodzę się spełnić pani kaprys, czy pani zgodzi się spełnić mój?
— Co masz na myśli? — zapytała podejrzliwie antropolog.
Tuf rozłożył ręce.
— Doprawdy, nic wielkiego. W zamian za mięso, którego tak pani pożąda, pragnę odrobiny wyrozumiałości. Ostatnio stałem się okropnie dociekliwy i pragnąłbym, aby zaspokoiła pani moją ciekawość, mimo iż Rica Dawnstar ostrzegła mnie niedawno, że folgowanie takim zgubnym zachciankom może doprowadzić mnie do mitycznego miejsca zwanego przez niektórych piekłem.
