Obydwaj wyglądali na zdumionych.

– Cóż, to właśnie powiedział! Nie wiem, ile w tym jest prawdy.

Mogłam sobie przypomnieć minę Lafayette’a, gdy mi to opowiadał i sposób, w jaki przykładał palec do ust, kiedy mówił, że nie może podać mi żadnych nazwisk ani miejsc.

– Nie przyszło ci do głowy, że ktoś powinien o tym wiedzieć? – Bud Dearborn wyglądał na wstrząśniętego.

– To było prywatne przyjęcie. Czemu miałabym o tym komukolwiek mówić?

Ale przyjęcia tego typu nie powinny się zdarzać w gminie. Obydwaj gapili się na mnie. Bud zapytał przez zaciśnięte wargi:

– Czy Lafayette mówił ci coś o narkotykach, których używano na tych spotkaniach?

– Nie, nie przypominam sobie niczego takiego.

– Przyjęcie odbywało się u kogoś białego czy czarnoskórego?

– Białego – powiedziałam, mając nadzieję, że bronię niewinnego.

Ale Lafayette był naprawdę pod wrażeniem domu, nie dlatego, że był duży czy interesująco urządzony. Czemu? Nie miałam pojęcia, co mogłoby tak podekscytować Lafayette’a, który wychował się w środowisku biedoty i w takim też pozostał, ale byłam pewna, że mówił o domu kogoś białego, bo powiedział: „Wszystkie obrazy na ścianach były białe jak lilie i uśmiechały się jak aligatory.” Oszczędziłam tego komentarza policjantom, a oni nie pytali dalej.

Kiedy opuściłam gabinet Sama po wyjaśnieniu przyczyn, dla których samochód Andy’ego był w ogóle na parkingu, wróciłam za kontuar barowy. Nie chciałam patrzeć na to, co działo się przed budynkiem, a do tego nie było wielu klientów, ponieważ policja zablokowała wejście. Sam przestawiał butelki za barem, odkurzał je, a Holly i Danielle rzuciły się na stolik w sekcji dla palących, żeby Danielle mogła zapalić.

– Jak było? – zapytał Sam.

– Niezbyt im pomogłam. Nie podobało im się, że Anthony tu pracuje, i to, co powiedziałam o imprezie, którą przechwalał się ostatnio Lafayette. Słyszałeś, jak mi to mówił? To coś o orgii?

– Tak, mi też coś o tym mówił. To musiało być dla niego ważne wydarzenie. O ile było prawdziwe.



13 из 233