– Myślisz, że Lafayette mógł to zmyślić?

– Nie sądzę, żeby w Bon Temps było wiele biseksualnych imprez – stwierdził.

– Mówisz tak, bo nikt cię nie zaprosił – wytknęłam. Zastanawiałam się, czy naprawdę wiedziałam o wszystkim, co działo się w naszym miasteczku. O ludziach z Bon Temps. To ja powinnam być najlepiej poinformowana, skoro każda informacja była dla mnie mniej lub bardziej dostępna, gdybym zdecydowała się jej szukać. – Przynajmniej zgaduję, że o to chodzi.

– O to chodzi – przyznał Sam, uśmiechając się lekko podczas odkurzania butelki whiskey.

– Zgaduję, że i moje zaproszenia zaginęło na poczcie.

– Myślisz, że Lafayette wrócił tu wczoraj wieczorem, żeby opowiedzieć któremuś z nas więcej o imprezie?

Wzruszyłam ramionami.

– Mógł się z kimś umówić na parkingu. W końcu każdy wie, gdzie jest Merlotte’s. Dostał już swój czek z wypłatą?

Sam zwykle płacił nam pod koniec tygodnia.

– Nie. Mógł przyjść po niego, ale dałbym mu go następnego dnia, w pracy. Dziś.

– Zastanawiam się, kto zaprosił Lafayette’a na tę imprezę.

– Dobre pytanie.

– Nie sądzisz chyba, że byłby na tyle głupi, żeby kogoś szantażować, prawda?

Sam potarł szmatką sztuczne drewno, którym pokryty był kontuar. Już lśnił, ale Sam lubił mieć zajęte ręce, jak udało mi się zauważyć.

– Nie sądzę – powiedział, kiedy już to przemyślał. – Nie, zapytali złą osobę. Wiesz, jaki był nieostrożny. Nie tylko opowiedział nam o tego rodzaju przyjęciu, a jestem pewien, że nie powinien, ale mógł też chcieć więcej niż inni… uczestnicy chcieliby.

– Na przykład utrzymać kontakt z ludźmi z przyjęcia? Porozumiewać się publicznie?

– Coś w tym rodzaju.

– Zgaduję, że jeśli uprawiasz z kimś seks lub obserwujesz, jak ten ktoś uprawia seks, to czujesz się jak równy – powiedziałam niepewnie, jako że miałam dość ubogie doświadczenie w tej dziedzinie, ale Sam potakiwał.



14 из 233