
– Lafayette bardzo chciał być akceptowany za to, jaki był – stwierdził i musiałam się z nim zgodzić.
Tłum. Puszczyk 1
Rozdział 2
Ponownie otworzyliśmy o wpół do piątej, ale do tego czasu niemal zanudziliśmy się na śmierć. Było mi trochę wstyd – w końcu byliśmy tam z powodu martwego faceta, którego znaliśmy, ale po posprzątaniu magazynu i gabinetu Sama, a także po kilka grach w bourré (Sam wygrał ponad pięć dolarów) po prostu musieliśmy zobaczyć kogoś nowego. Kiedy Terry Bellefleur, kuzyn Andy’ego i częsty zastępczy barman lub kucharz w Merlotte’s, wszedł do środka, bardzo się ucieszyliśmy na jego widok.
Myślę, że Terry miał niecałe sześćdziesiąt lat. Był weteranem wojny w Wietnamie, a także więźniem wojennym przez półtora roku. Na jego twarzy było widocznych kilka blizn, a moja przyjaciółka, Arlene, powiedziała, że blizny na reszcie jego ciała są jeszcze gorsze. Terry był rudy, choć z każdym miesiącem siwiał coraz bardziej.
Zawsze bardzo go lubiłam, a on starał się być dla mnie miły – chyba że miał jeden ze swoich gorszych dni. Wszyscy wiedzieli, że należy schodzić z drogi Terry’emu Bellefleurowi, kiedy jest w takim ponurym nastroju.
Jak mówili jego sąsiedzi – mroczna przeszłość odcisnęła na nim piętno. Mogli słyszeć jego krzyk, kiedy nawiedzały go koszmary.
Nigdy, przenigdy nie czytałam w umyśle Terry’ego.
Dziś wyglądał w porządku – jego ramiona były rozluźnione, a oczy nie biegały w tę i z powrotem.
– Wszystko w porządku, słoneczko? – zapytał, klepiąc z sympatią moją rękę.
– Dzięki, Terry, wszystko okej. Po prostu przykro mi z powodu Lafayette’a.
– Tak, nie był taki zły. – Jak na Terry’ego, to była naprawdę wielka pochwała. – Robił co do niego należało, nie narzekał, nie spóźniał się, dobrze sprzątał kuchnię. – Funkcjonowanie w taki sposób było największą ambicją Terry’ego. – A potem umarł w buicku Andy’ego.
