
Gorąca woda spływająca mi po plecach natychmiast sprawiła, że poczułam się lepiej; udało mi się nawet odprężyć.
– Mogę dołączyć?
– Cholera, Bill!
Moje serce biło jak szalone. Oparłam się o ścianę prysznica.
– Wybacz, kochanie. Nie słyszałaś, że drzwi od łazienki się otwierają?
– Nie. Czemu nie możesz zawołać „Skarbie, już jestem” czy coś?
– Wybacz – powtórzył, ale nie brzmiało to szczególnie szczerze. – Potrzebujesz kogoś, kto umyłby ci plecy?
– Nie, dzięki – syknęłam. – Nie jestem w odpowiednim nastroju.
Bill się uśmiechnął (dzięki czemu mogłam zobaczyć, że jego kły są schowane) i zasunął prysznicową zasłonkę.
Kiedy wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem, leżał na łóżku, a jego buty stały równo na dywaniku przed stolikiem nocnym. Miał na sobie granatową koszulę z długim rękawem i bojówki, skarpetki dobrał pod kolor koszulki. Jego ciemnobrązowe włosy były zaczesane do tyłu, a baczki wyglądały retro.
Cóż, w końcu wampiry były bardziej retro, niż większość ludzi mogła sobie wyobrazić.
Bill miał wysokie czoło i prosty nos, w ogóle jego twarz wyglądała,jak te, które miały greckie posągi – przynajmniej te z nich, których zdjęcia widziałam. Umarł kilka lat po zakończeniu wojny secesyjnej (albo, jak nazywała tę wojnę moja babcia, agresji północy na południe).
– Jaki jest plan na dzisiejszy wieczór? – zapytałam. – Interesy czy przyjemności?
– Przebywanie z tobą jest zawsze przyjemnością – odpowiedział Bill.
