Nie miałam pojęcia, jak prowadzi się biznes albo zarządza transakcjami handlowymi – zawsze byłam tylko trochę lepiej sytuowana niż ludzie określani potocznie jako biedota. Gdyby rodzice nie dostali pieniędzy za znalezienie ropy na ich ziemi, Jason, babcia i ja mielibyśmy trudną sytuację materialną. Już dwukrotnie byliśmy blisko podjęcia decyzji o sprzedaży domu po rodzicach, żeby móc utrzymać dom babci i opłacić wszystkie podatki.

– Jak to wygląda? Jesteś właścicielem budynku, w którym są te sklepy, i ich właściciele płacą ci za wynajem?

Bill pokiwał głową.

– Od teraz jeśli będziesz chciała iść do fryzjera, idź do Clip and Curl.

Byłam u fryzjera tylko raz w życiu. Kiedy rozdwajały mi się końcówki, zwykle Arlene mi je przycinała.

– Uważasz, że powinnam zrobić coś z włosami? – zapytałam niepewnie.

– Nie, są piękne – zapewnił Bill. – Ale gdybyś chciała iść, mają dużo… um, kosmetyków do włosów. – „Kosmetyki do włosów” wymówił w taki sposób, jakby było to słowo z obcego języka. Uśmiechnęłam się. – Do tego – kontynuował – zabierz do LaLaurie kogo chcesz i nie będziesz musiała płacić.

Obróciłam się, żeby lepiej na niego spojrzeć.

– I Tara wie, że jeśli przyjdziesz do niej na zakupy, wszystko pójdzie na mój rachunek.

Poczułam, że mój nastrój się pogorszył. Bill niestety nie.

– Innymi słowy – zaczęłam, zadowolona z faktu, że mój głos nie drży ze złości – wszyscy wiedzą, że mają dogadzać kobiecie szefa.

Bill się zorientował, że popełnił gafę.

– Och, Sookie – zaczął, ale nie miałam zamiaru tego słuchać. Moja duma mi nie pozwoliła. Zwykle nie tracę panowania nad sobą, ale kiedy tak się już dzieje, zwykle wygląda to nieciekawie.



22 из 233