
– Faktycznie jest nieźle wstawiony – stwierdziła, przyglądając się bratu. Starała się ignorować Billa, który najwidoczniej sprawiał, że czuła się nieswojo. – Nie zdarza się to często, ale jak zdecyduje się wypić, to robi to solidnie.
– Portia, Bill może go zanieść do twojego samochodu – powiedziałam.
Andy był wyższy i grubszy od siostry, prawdopodobnie nie dałaby rady go udźwignąć.
– Myślę, że dam sobie radę – oświadczyła stanowczo, nadal nie patrząc w kierunku Billa, który uniósł brwi.
Pozwoliłam jej otoczyć Andy’ego ramieniem i próbować podnieść go ze stołka, ale te próby nie przyniosły żadnego rezultatu. Portia zaczęła się rozglądać za Samem Merlotte, właścicielem baru, który był raczej niski i żylasty, ale bardzo silny.
– Sam jest na rocznicowym przyjęciu w country clubie – poinformowałam ją. – Lepiej pozwól Billowi sobie pomóc.
– No dobrze – zgodziła się sztywno, ze wzrokiem wbitym w wypolerowane drewno kontuaru. – Wielkie dzięki.
Bill podniósł Andy’ego i w mgnieniu oka znalazł się razem z nim przy drzwiach, mimo tego, że nogi Andy’ego sprawiały takie wrażenie, jakby zmieniły się w galaretę. Micah Tooten otworzył przed nimi drzwi, żeby Bill mógł wyprowadzić Andy’ego od razu na parking.
– Dziękuję, Sookie – powiedziała Portia. – Jego rachunek jest uregulowany?
Pokiwałam głową.
– Okej.
Klasnęła w dłonie, co było sygnałem, że chce stąd jak najszybciej wyjść. Wysłuchała chóru rad, a potem wyszła z baru. W ten oto sposób stary buick detektywa Bellefleur’a musiał zostać na parkingu do jutra. Andy mógłby przysiąc, że wysiadał z niego, żeby wejść do baru, buick był pusty. Zeznałby także, że był tak pogrążony w myślach, że mógł zapomnieć zamknąć samochód.
W którymś momencie między dwudziestą, kiedy Andy zjawił się w Merlotte’s, a porankiem następnego dnia, kiedy przyjechałam, by pomóc w otwarciu baru, w samochodzie pojawił się nowy pasażer.
