Kiedy powóz przejeżdżał przez bogato zdobiony most, pałac wyłonił się dokładnie na wprost niego. Był to prostokątny budynek, którego symetrię naruszało lewe skrzydło i wieża zbudowane przez Daseene jako pomnik ku czci jej męża. Gwardziści przy bramie głównej zasalutowali na widok powozu Cassylla. O tak wczesnej porze zaledwie cztery pojazdy parkowały na głównym dziedzińcu i Cassyll od razu zauważył karetkę Służb Podniebnych, którą jeździł Hartan Drumme, starszy doradca techniczny Szefa Obrony Powietrznej. Zaskoczony dostrzegł samego Bartana wałęsającego się wokół niej. Mając pięćdziesiąt lat Drumme wciąż l r/ymał się prosto i jedynie nieznaczne zesztywnienie lewego i n mienia — pozostałość po starej ranie odniesionej w bitwie — nie pozwalało mu poruszać się z młodzieńczą sprężystością. Intuicja podszepnęła Cassyllowi, że fiartan czeka, by sit; z nim spotkać, zanim rozpocznie się oficjalne zebranie. — Przeddzień dobry! — zawołał Cassyll gramoląc się z powozu. — Szkoda, że ja nie mam chwili czasu, by pospacerować i zaczerpnąć świeżego powietrza.

Cassyll! — Bartan uśmiechnął się podchodząc, by uścisnąć mu dłoń.

Wiek niewiele zmienił jego okrągłą, chłopięcą twarz. (Jościł na niej nieustannie niefrasobliwy uśmieszek, który ii ludzi spotykających go po raz pierwszy wywoływał mylne wrażenie, iż mają do czynienia z ignorantem. Jednak l›i/ez te wszystkie lata Cassyll nauczył się cenić Bartana za giętki, tęgi umysł.

Czekasz na mnie? — spytał.

Bardzo dobrze! — odparł Bartan unosząc brwi. — Skąd wiesz?

Czaiłeś się jak mały łobuziak kręcący się koło piekarni. Co się stało, Bartanie?



20 из 227