Przespacerujmy się trochę, zostało jeszcze kilka minut do rozpoczęcia zebrania. — Bartan poprowadził go w ustronną część dziedzińca, gdzie zasłonił ich klomb kwitnących włóczników.

Czy będziemy spiskować przeciw Królowej? — zachi-diotał Cassyll.

W pewnym sensie sprawa jest równie poważna — odparł Bartan zatrzymując się. — Cassylłu, jak wiesz, moje Nliinowisko to naukowy doradca dyrektora Służb Podniebnych. Ale wiesz także, że tylko dlatego, iż przeżyłem wyprawę na Farland, oczekuje się po mnie jakiejś magicznej wiedzy o wszystkim, co dzieje się na niebie, i będę służył radą Jej Wysokości w sprawach specjalnej wagi, a zwłaszcza w tych, które mogą stanowić zagrożenie dla królestwa.

— Niepokoisz mnie, Bartanie — powiedział Cassyll. — Czy to ma jakiś związek z Landem?

— Nie, z inną planetą.

— Z Farlandem! Mów szybko, człowieku! — Cassylla zmroził nagły dreszcz niepokoju, kiedy w głowie zakiełkowała mu ta straszliwa myśl. Farland był trzecią planetą lokalnego układu, poruszającą się wokół słońca po orbicie dwa razy większej niż orbita pary Land-Overland i przez większą część kolcorroniańskiej historii nie był niczym więcej niż nieszkodliwą, zieloną plamką zdobiącą nocne niebo. Aż nagle, dwadzieścia sześć lat temu, szereg dziwacznych wydarzeń zaowocował wysłaniem tam jednego statku. Po wystartowaniu z Overlandu „Kolcorron” przebył miliony mil niebezpiecznej próżni, by dotrzeć do ostatniej planety układu. Wyprawa zakończyła się fiaskiem, ojciec Cassylla nie był jedynym, który zginął na tej wilgotnej, deszczowej planecie, i tylko troje uczestników powróciło niosąc ze sobą niepokojące wieści.

Na Farlandzie mieszkała rasa o tak wysokim stopniu rozwoju, że za jednym zamachem byliby w stanie unicestwić całą cywilizację overlandzką. Szczęśliwie dla Kolcor-ronian Farlandczycy byli zajęci swoimi sprawami, a rządząca planetą grupa symbonitow, istot hiperinteligentnych ukrytych w mózgach niczego nie podejrzewających Far-łandczyków, nie interesowała się Overlandem.



21 из 227