Cavil ledwo się ośmielił wyznać głośno tajemne pragnienie swego serca.

— Wszystkie?

— Oddaję ci je, Cavilu Planterze. To pokolenie zła jest twoją własnością. Wytrwałą pracą zdołasz przygotować następne, które do mnie będzie należeć.

— Uczynię to, Nadzorco.

— Nikomu nie możesz wyznać, że mnie widziałeś. Przemawiam tylko do tych, których własne chęci zwróciły się już ku mnie i moim dziełom. Którzy sami zapragnęli napić się wody, którą przynoszę.

— Nie powiem ani słowa nikomu, Nadzorco.

— Bądź mi posłuszny, Cavilu Planterze, a obiecuję, że u kresu życia zobaczysz mnie takim, jaki jestem naprawdę. Wtedy powiem do ciebie: „Jesteś mój, Cavilu Planterze. Pójdź za mną i już na zawsze bądź moim niewolnikiem”.

— Z radością! — zawołał Cavil. — Z radością! Z radością! Rozłożył ramiona i objął nogi Nadzorcy. Ale tam, gdzie powinien dotknąć przybysza, trafił na pustkę. Gość zniknął.

Od tego dnia niewolnice Cavila nie zaznały spokoju. Kiedy sprowadzał je do siebie nocą, starał się traktować je z taką samą mocą i wyższością, jaką widział na twarzy strasznego Nadzorcy. Patrząc na mnie, myślał, muszą widzieć Jego oblicze. I z pewnością widziały.

Pierwszą, którą do siebie wezwał, była pewna niedawno kupiona dziewczyna, która znała ledwie kilka słów po angielsku. Krzyczała przerażona, póki nie poznaczył jej ciała takimi samymi śladami, jakie widział kiedyś w marzeniach. Wtedy jęcząc pozwoliła mu zrobić to, co przykazał Nadzorca. Za pierwszym razem przez jedną chwilę jej łkanie było jak głos Dolores, płaczącej cicho w łóżku. I Cavil poczuł litość tak mocną, jak dla swej ukochanej żony. Wyciągał już niemal rękę, by ją pocieszyć, jak pocieszał Dolores. Ale zaraz przypomniał sobie twarz Nadzorcy i pomyślał: ta czarna dziewczyna jest Jego nieprzyjacielem. Jest moją własnością. I jak człowiek musi orać i siać ziemię, którą Bóg mu ofiarował, tak i ja nie mogę pozwolić, by to łono leżało odłogiem.



12 из 334