Obudził się. Przez chwilę z wielkiej bliskości patrzyli sobie w oczy. Jedno, co zdołała wyczytać w jego wzroku, to rozczarowanie. O co tu chodzi? – pomyślała zdezorientowana.

Kardal spostrzegł, że lina, która ich łączyła, teraz leży luzem na piasku. Wstał, rozwiązał ręce Sabrinie i oznajmił:

– Dostaniesz miseczkę wody do mycia. Jeśli spróbujesz uciekać, tamci ludzie zajmą się tobą. – Ruszył w kierunku swych towarzyszy.

– Jak widzę, rankami tryskasz humorem i miłością do świata – zawołała do jego pleców.

Nie zadał sobie trudu, by jej odpowiedzieć.

– Niech będzie i tak – mruknęła Sabrina.

Potem schowała się pod peleryną i niewielką ilością wody, jaką jej wydzielono, wykonała namiastkę toalety. Potem zbliżyła się do ogniska. Nawet nie spojrzała na jedzenie, bo zwykle robiła się głodna dopiero kilka godzin po przebudzeniu. Natomiast tęsknym wzrokiem zapatrzyła się na dzbanek z kawą. Ten zbawczy napój każdego ranka budził ją do życia.

Poszukała wzrokiem Kardala i wskazała dzbanek. Gdy kiwnął głową, wyjęła kubek z torby przy siodle i nalała sobie parującego płynu. Kawa była gorąca i mocna jak szatan. Sabrina poczuła się jak w siódmym niebie.

Kardal podszedł do niej.

– Jak widzę, smakuje ci. Zwykle dla ludzi z Zachodu i dla prawie wszystkich kobiet jest za mocna.

– Dla mnie nie ma za mocnej kawy.

– Myślałem, że pijesz kawę z mlekiem albo cappuccino.

– Do czegoś takiego nawet się nie zbliżam.

Ruchem ręki nakazał jej, by poszła za nim na skraj obozowiska. Gdy się zatrzymali, Kardal oparł dłonie na biodrach i popatrzył na Sabrinę, jakby była nędznym, wzbudzającym obrzydzenie robakiem.

To tyle, jeśli chodzi o miłą pogawędkę przy porannej kawie.

– Trzeba coś z tobą zrobić – stwierdził oschle.

– Naprawdę? A ja myślałam, że zamierzasz przez resztę życia włóczyć się ze mną po pustyni. Byłam pewna, że realizujesz się życiowo, wiążąc mnie i zmuszając do spania na twardej ziemi.



15 из 162