Kardal uniósł brwi.

– Widzę, że masz więcej energii i jesteś w lepszym humorze niż wczoraj.

– Po prostu wypoczęłam i napiłam się kawy. Wbrew temu, co mówią o mnie plotki, mam niewielkie wymagania.

Jego uśmiech znaczył: „Gadaj zdrowa".

– Jeśli chodzi o twoje przyszłe losy, to są trzy możliwości. Możemy cię zabić i zostawić twoje ciało na pustyni, możemy cię sprzedać jako niewolnicę, wreszcie możemy skontaktować się z twoją rodziną i zażądać okupu.

Prawie zakrztusiła się kawą. Nie mogła uwierzyć, że Kardal naprawdę tak myślał. Jednak determinacja, którą usłyszała w jego głosie, przekonała ją, że to nie są żarty. Zdawało jej się, że szanowny Kardal, choć niezbyt przyjemny w manierach, w sumie nie jest taki najgorszy, a tu proszę…

Gdyby jednak naprawdę chciał ją zabić, zrobiłby to już wczoraj. Przecież spanie z drugą osobą na sznurku jest tak samo niewygodne dla obu stron. Sabrina wyraźnie nabrała otuchy.

– Możemy odsłonić bramkę numer cztery? – rzuciła lekko, jakby przekomarzała się, a nie walczyła o swoją przyszłość.

– Nigdzie jej tu nie widzę – z miejsca skontrował oschle Kardal.

Niedobrze, pomyślała Sabrina.

– Proponuję, byśmy wykluczyli opcję z zabijaniem. -Gdy wódz nomadów nie zareagował, dodała: – Zaznaczam też, że kompletnie nie nadaję się na niewolnicę. Handlowa wartość równa zeru, bez dwóch zdań.

– Bez obaw. Dobre bicie wiele zmieni.

– A złe bicie?

– Co wybierasz?

– Dobre czy złe bicie? Dziękuję, ale nie chcę żadnego.

Wprost nie wierzyła, że stoją na środku bahańskiej pustyni i dyskutują, jakie cielesne plagi mają spaść na biedną niewolnicę.

– Czyżbyś nie rozumiała, że nie chodzi o bicie? – Kardal spojrzał na nią jak na osobę ułomną na umyśle. – Pytam, którą z trzech możliwości wybierasz.

– Naprawdę mogę wybierać? Co za demokracja.



16 из 162