– Chcę być w porządku wobec ciebie.

– Doceniam twoje wysiłki. – Nie do końca udało się jej ukryć sarkazm. – Daj mi więc konia, trochę wody i jedzenia, i wskaż kierunek, w którym powinnam pojechać.

– Straciłaś już swojego konia i wielbłąda. Dlaczego miałbym ci powierzać moją własność?

Zapadło milczenie. Do Sabriny z całą mocą dotarło, że naprawdę walczy o życie i wolność. Niby to wiedziała, ale zdawało się jej nierealne, nierzeczywiste. Lecz teraz…

– Nie wybieram śmierci. Nie chcę też zostać niewolnicą.

Wróci więc do pałacu i poślubi księcia trolli. Tylko to jej pozostało.

Ojciec, choć miał ją za nic, zapłaci okup, bo inaczej nie mógł postąpić. Nawet władca absolutny musi się liczyć z opinią poddanych.

Zadumała się smutno. Dla ojca była mniej warta niż jego ukochane koty czy ulubione wierzchowce, i tylko dlatego jej pomoże, by ta prawda nie wyszła na jaw. Kardal jednak o tym nie wiedział. Sabrina zrozumiała, że nie ma wyboru. Musi powiedzieć mu, kim jest, i liczyć na to, że wódz nomadów okaże się lojalnym poddanym swego króla.

Wtedy Sabrina wróci do pałacu i wreszcie będzie mogła poważnie zająć się swoimi zaręczynami z księciem trolli.

Wyprostowała się, dumnie uniosła głowę i rzekła z iście królewskim majestatem:

– Jestem Sabra, księżniczka Bahanii. Nie masz mnie prawa więzić ani decydować o moim losie. Żądam, byś natychmiast odwiózł mnie do pałacu, bo inaczej wyznam mojemu ojcu, jak mnie traktowałeś. Wtedy król Hassan zapoluje na ciebie i na twoich ludzi jak na psy, którymi zresztą jesteście.

– Nie wyglądasz na księżniczkę. A nawet jeśli nią jesteś, to co robisz sama na pustyni?

– Mówiłam ci już, szukam Miasta Złodziei. Chciałam je odnaleźć i zadziwić ojca skarbami, jakie tam znajdę.

Taka była prawda. Pragnęła odnaleźć legendarne miasto i dokładnie je zbadać. Miała też inny, doraźny cel. Gdyby odniosła sukces, ojciec zacząłby ją szanować, a wtedy być może udałoby się odkręcić tę historię z zaręczynami.



17 из 162