– Wszystko w porządku – powiedział uspokajająco. – Nie pozwolę, by coś ci się stało.

– Jasne. Nie chcesz, by twoja zdobycz została uszkodzona – burknęła ze złością.

– Masz rację, pustynny ptaszku – zaśmiał się miękko. – Nie pozwolę ci odlecieć, ale nie pozwolę też, by cokolwiek ci się stało. Do chwili, gdy zażądam należnej mi nagrody, włos nie spadnie ci z głowy.

Sabrinie nie spodobały się jego słowa. Kardal najwyraźniej wierzył we wszystko, co wypisywały o niej gazety, i myślał, że ją zna. Nie mogła dłużej zwlekać. Musiał wiedzieć, z kim naprawdę ma do czynienia.

– Mylisz się co do mnie.

– Rzadko się mylę.

– Co za skromność. Myślałam, że nigdy.

– Czasami tak – uśmiechnął się – ale nie jeśli chodzi o ciebie. Nie jesteś posłuszną córką, mieszkasz na Zachodzie i prowadzisz tam niewłaściwe życie. Nie jesteś kobietą Bahanii. Jesteś jak twoja matka, w czym nie ma zresztą nic dziwnego.

Sabrina powiedziała sobie, że to dzikus i że jego opinia nie ma znaczenia, a jednak poczuła piekące łzy. Nienawidziła ludzi, którzy oceniali ją na podstawie wielkonakładowych piśmideł, a spotykało ją to przez całe życie. Mało kto poświęcał choć trochę czasu, by dowiedzieć się, jaka jest naprawdę.

– Jak widzę, pasjami czytujesz brukowce.

– Nie o nie chodzi, tylko o fakty. Większość życia spędziłaś w Los Angeles i siłą rzeczy nabrałaś tamtejszych zwyczajów. Gdybyś została tutaj, żyłabyś po naszemu, ale najwidoczniej nie było ci to pisane.

– Wynika z tego, że sama zdecydowałam o wyjeździe. Jak na czteroletnią dziewczynkę to całkiem niezły wyczyn – zadrwiła. – Do tego złamałam prawo Bahanii, które zabrania, by królewskie dzieci wychowywały się za granicą. A prawda była taka, że ojciec z radością się mnie pozbył. – Gryząca gorycz zastąpiła drwinę. – Gdy rozstał się z matką, z radością pozwolił, by zabrała ranie do Stanów.

Mimo że byłam jego jedyną córką, dodała w duchu.



22 из 162