Ale tylko córką… Obojętność ojca bolała ją zawsze, od kiedy tylko sięgała pamięcią. Kiedyś nauczy się z tym żyć, ale to jeszcze nie nastąpiło. Podobnie jak nie potrafiła odgrodzić się od złych języków. Za każdym razem tak samo bolało, gdy ukazywał się jakiś podły artykuł na jej temat lub ktoś puszczał w obieg ubliżającą plotkę. Nienawidziła tego cierpienia, a w przypadku Kardala, o dziwo, było ono jeszcze dotkliwsze niż zazwyczaj.

– Możesz sobie mówić, co chcesz. I tak prawdę znam tylko ja.

– Akurat z tym się zgadzam.

Długi czas jechali w milczeniu. Sabrina uspokoiła się, monotonne ruchy konia ukołysały ją. By nie zasnąć, spytała cicho:

– Naprawdę mieszkasz w Mieście Złodziei?

– Tak, Sabrino, naprawdę.

Z miejsca polubiła, jak wymawiał jej imię. Uśmiechnęła się.

– Przez całe życie?

– Na jakiś czas wyjechałem do szkoły, ale zawsze wracałem na pustynię. Tu jest moje miejsce. – W jego głosie brzmiała niezbita pewność.

– Ja nie mam swojego miejsca. Matka swym zachowaniem przez długie lata dawała mi jasno do zrozumienia, że jej przeszkadzam. Przecież nie po to wracała do Kalifornii, by tracić czas na niańczenie bachora, kiedy tyle wokół się dzieje… Więc nie niańczyła. Tak naprawdę zajmowała się mną jej pokojówka. Natomiast w Bahanii… – Sabrina westchnęła. – Cóż, ojciec za mną nie przepada. Uważa, że jestem taka jak matka, choć to nieprawda. – Usadowiła się wygodniej. – Mato kto docenia drobiazgi, które dają poczucie przynależności do jakiegoś miejsca. Gdybym miała takie miejsce, umiałabym je uszanować.

– Tak, przez dziesięć minut, a potem by ci się znudziło. Przyznaj, że jesteś rozpuszczona, mój ty pustynny ptaszku.

Sabrina gwałtownie się wyprostowała, już nie była senna.

– Jakim prawem mnie osądzasz? Przecież w ogóle mnie nie znasz. Przeczytałeś kilka brukowych gazet, nasłuchałeś się plotek, i już o mnie wszystko wiesz? – Była naprawdę wściekła. – Otóż nic o mnie nie wiesz. Ani jak żyję, ani kim jestem.



23 из 162