– Gdzie trzymacie skarby? – Sabrina była bardzo podekscytowana. – Czy będę je mogła zobaczyć? Czy zostały opisane i skatalogowane?

– Jeśli chodzi o skarby…

– Co to? – przerwała mu. – Czy to możliwe? Przecież na pustyni… Ale ja słyszę…

– Dobrze słyszysz.

Zaczęła rozglądać się gorączkowo, aż wreszcie na skraju targowiska wypatrzyła leniwie płynącą rzekę, która nagle znikała w ziemi.

– W wielu zapiskach jest mowa o źródle, ale to jest prawdziwa rzeka! – entuzjazmowała się.

– Już przed wiekami ukrywano tę informację. Do rzeki nie dopuszczano obcych, którzy tutaj dotarli, a nawet jeśli, to odbierano przysięgę, że nikomu o niej nie wspomną.

– Dlaczego?

– Cóż jest cenniejszego na pustyni od wody? – Przeciskali się wolno przez zatłoczone targowisko. – Ta rzeka nawadnia nasze uprawy, poi bydło. Dzięki niej istniejemy. Gdyby wieść się rozniosła, wielu chciałoby ją zagarnąć.

– Strzeżecie jej od wieków.

– Od kiedy pierwsi nomadowie założyli miasto.

Sabrina spojrzała na targowisko.

– Nie wszyscy z nich są nomadami. Prawdziwi koczownicy wolą przebywać na pustyni.

– To prawda. Ci, których widzisz, mieszkają na stałe w obrębie murów miejskich. Inni przyjeżdżają tu tylko na jakiś czas, a potem znowu ruszają na pustynię.

– Mury?

– Spójrz dalej.

Jakieś czterysta metrów od miejsca, gdzie byli, wznosiły się ogromne kamienne mury. Miasto było więc w istocie potężną fortyfikacją, a targ mieścił się poza jej obrębem.

– Jest ogromne… – szepnęła zdumiona.

– I naprawdę istnieje.

Podjechali do ogromnej, liczącej około dwudziestu metrów wysokości bramy umocowanej w sklepieniu murów.

– Jak stare są te wrota? Skąd pochodziło drewno? Kim byli budowniczowie?

– Aż tyle pytań – drażnił się z nią Kardal. – Poczekaj, nie widziałaś jeszcze najlepszego.



26 из 162