
– Jak śmiałeś mnie oznakować?!
– Jesteś moją własnością – Kardal wzruszył ramionami. – Czego się spodziewałaś? Honorowego miejsca w sali biesiadnej? Ono przynależy księżniczce, a nie niewolnicy.
Coś zaskowyczało w jej duszy. Sabrina czuła, że dłużej nie zniesie tej obrazy.
– Traktujesz mnie, jakbym była zwierzęciem. – W jej wzroku była żądza mordu.
– Och, nie jesteś nim, tylko kobietą w niewolniczych kajdanach.
– Żądam, żebyś je zdjął. – Wyciągnęła przed siebie ramiona.
Kardal podszedł do stolika, na którym stała misa z owocami. Wziął gruszkę, powąchał ją i ugryzł kawałek.
– Przepraszam, nie usłyszałem. Mówiłaś coś?
Sabrina wiedziała, że jest kompletnie bezsilna. Zarazem poczuła głęboki ból. To, co ją teraz spotkało, było zwieńczeniem całego jej smutnego życia.
Spojrzała na Kardala.
– Jesteś potworem. Nędznym tchórzem, który pyszni się swą siłą przed słabszymi. Nienawidzę cię. Łamiąc święte prawo pustyni, nie udzieliłeś mi pomocy, tylko pojmałeś w niewolę. Lecz wolę już śmierć, nić być twoją niewolnicą. – Spojrzała po sobie. – Nienawidzę tego, że jestem kobietą. Tacy jak ty, sadyści i łajdacy, powodują, że wiele kobiet na całym świecie każdego dnia powtarza to samo. – Na moment zacisnęła oczy. – Nie na takim świecie chciałabym żyć. Matka i ojciec w ogóle się mną nie interesują, bracia mają mnie za nic. Sama musiałam do wszystkiego dochodzić, sama wyznaczyłam sobie cele w życiu i je realizowałam. I nagle na mej drodze stanąłeś ty. Pełen pychy i okrucieństwa uważasz, że wolno ci zrobić ze mną wszystko, na co ci przyjdzie ochota. Nie pozwolę, byś traktował mnie z taką pogardą, jakbym była wielbłądem.
Dopiero w tej chwili Kardal wykazał niejakie zainteresowanie jej słowami.
