
– Nieprawdopodobne – wycedził ironicznie Kardal. – No dobrze. Dopięłaś swego. Spędzę z nią trochę czasu, postaram się ją lepiej poznać, i dopiero wtedy podejmę decyzję. Choć jestem przekonany, że i tak nie zmienię zdania.
– Oczywiście, że nie zmienisz. W każdym razie do czasu, dopóki będziesz do niej uprzedzony… Oj, mój mały, co ja mam z tobą zrobić?
– Podziwiaj mnie.
Wzniosła oczy do nieba.
– Wszystko przez to, że dawałam ci za dużo swobody, kiedy byłeś mały.
Nie całkiem żartowała. Cala była cudowną, czułą i mądrą matką, zawsze stała przy nim, kiedy jej potrzebował, zarazem jednak wiedziała, kiedy się wycofać, by Kardal sam zdobywał życiowe doświadczenia.
Zawsze ją podziwiał. Mądra, energiczna, dobra, a przy tym jakże piękna. Jednak mimo tak wielkich zalet całe życie spędziła samotnie.
– Czy to przeze mnie? – zapytał.
Cala szybko pojęła, o co Kardal pytał. Delikatnie dotknęła jego policzka.
– Jesteś moim synem i kocham cię całym sercem. To, że nie wyszłam za mąż, nie ma nic wspólnego z tobą.
W takim razie to musi być jego wina. Wstała i popatrzyła na niego z góry.
– Uważaj…
Kardal dobrze znał ten ton głosu. Zerwał się z krzesła i wzburzony popatrzył na matkę.
– Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie chcesz się z tym pogodzić.
– Ponieważ są rzeczy, których nie możesz zrozumieć.
Nie pierwszy raz dochodziło między nimi do kłótni w tej sprawie i zawsze kończyła się niczym. Kardal pocałował matkę w policzek, obiecał, że zje z nią kolację pod koniec tygodnia i wyszedł.
Jego gniew jednak nie zmalał. Nigdy nie malał, tylko wciąż rósł, odkąd Kardal skończył czternaście lat. Ogromnie kochał matkę – i równie mocno nienawidził ojca.
