
– Strzeż się, książę. Znajdę sposób, by cię zabić. Nie znasz dnia ani godziny – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Naprawdę gotowa była to zrobić, wiedział o tym. Mogła zaimponować odwagą i determinacją. Zawsze to szanował, nawet u największych wrogów.
A może po prostu była zbyt głupia, by zrozumieć konsekwencje swych postępków? Zaatakować Księcia Złodziei…, Niewielu się na to zdobyło.
Poczuł jej słodki zapach. Ponieważ zostawiono jej tylko ów idiotyczny haremowy strój, znów musiała go na siebie włożyć. Wiedział, jak bardzo nienawidziła tych skąpych szmatek, w których tak bardzo mu się podobała. Szczególnie pełne piersi rozsadzające zbyt ciasną górę kostiumu…
Najchętniej zacząłby się z nią kochać, nie zważając na nic. Po prostu rozsadzało go pożądanie. Musiał jednak nad nim zapanować. Mógł sobie nazywać ją niewolnicą, mógł jeszcze jakiś czas ciągnąć tę grę, ale Sabrina była przede wszystkim księżniczką i królewską córką. Takiej kobiety, choćby nawet i nie dziewicy, nie bierze się tak po prostu do łóżka. Należy do wyższej sfery, stoi za nią majestat urodzenia i tytułu. Gdyby ją zniewolił, a potem odtrącił, zhańbiłby również siebie, swoją książęcą godność. Tak więc kochając się z Sabriną, musiałby potem uznać ją za swoją żonę. A wcale nie był pewny, czy chce to zrobić. Spojrzał na nią.
– Nie jesteś zbyt posłuszną niewolnicą.
Popatrzyła na niego z wściekłością, wijąc się i próbując wyrwać z jego uścisku. Ze zdumieniem stwierdził, że kompletnie nie zdawała sobie sprawy, jak wielką sprawia mu przyjemność, tak wiercąc się w jego uścisku…
– Jako nadzorca niewolników nie dałeś mi instrukcji, jak mam się zachowywać – rzuciła cierpko. – A nie wiedząc, czego ode mnie oczekujesz, nie mogłam być nieposłuszna.
– Od prawieków obowiązuje zasada, że niewolnik nie atakuje swojego pana. Wszyscy o tym wiedzą.
