
– Dlaczego nie zostawiłeś mnie na pustyni – mruknęła.
– Już byś nie żyła. Naprawdę wolałabyś być martwą księżniczką niż żywą niewolnicą?
– Być może. – Wzięła do ręki mydło i myjkę. – Pochyl się do przodu, umyję ci plecy.
– Myślałem, że zaczniesz od innej części ciała.
– To nie myśl. Zacznę od pleców.
– Ach, więc to taka gra wstępna. Dobrze to sobie zaplanowałaś.
Sabrina zaczerwieniła się. Postanowiła jak najmniej się odzywać. Namydliła myjkę i zaczęła myć Kardalowi plecy.
– Gdybyś się do mnie przyłączyła, byłoby ci dużo wygodniej – powiedział kusząco.
Mimo że z miejsca się obruszyła, zarazem, ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, ta propozycja podziałała na nią ekscytująco. Poczuła dziwny dreszcz…
– Ty wciąż o tym samym. Nie robi to na mnie wrażenia. – Starała się mówić obojętnym tonem.
Kardal roześmiał się.
– Może nie jesteś dobrze wyszkoloną niewolnicą, ale umiesz mnie rozbawić.
– Czuję się szczęśliwa, panie – rzuciła zgryźliwie. – Przecież żyję tylko po to, by ci służyć.
– Powtarzaj to sobie każdego dnia sto razy.
Akurat! – pomyślała.
– A skoro rozmawiamy o miejscu, jakie mi wyznaczyłeś w swoim świecie, to może pomówimy też o moim ubraniu. Nie mogłabym nosić sukienki lub nawet dżinsów? Gdzie znalazłeś to przebranie?
Spojrzał na nią przeciągle.
– Uważam, że w tym stroju wyglądasz wspaniale.
– Nieprawda, jest okropny. Czuję się jak idiotka.
– Mnie się w nim podobasz.
– I co z tego? – mruknęła. – Kardal, bądź rozsądny.
Spojrzał na jej odsłonięte do połowy piersi.
– Decyzję podejmę po kąpieli. Jeśli sprawisz, że będzie mi przyjemnie, to może ci się jakoś zrewanżuję.
