
– Ciekawe, co myślał o niewolnictwie – mruknęła Sabrina.
– Nie pochwalał go.
– Jak rozumiem, w tej chwili przebywa daleko stąd – zadrwiła.
– Umarł przed pięcioma laty.
– Och, nie wiedziałam. Tak mi przykro. Musiał być mądrym władcą.
– To prawda. Uważam, że odszedł przedwcześnie, tyle miał planów… Dopóki żył, miałem więcej swobody. Byłem tylko następcą tronu, a teraz jestem władcą i spoczywa na mnie wielka odpowiedzialność.
– W Mieście Złodziei jest monarchia konstytucyjna? Jaka jest struktura władzy?
– Działa jedynie Rada Starszych jako ciało doradcze. Miasto jest monarchią absolutną.
– Takie już moje szczęście…
– Zawsze możesz odwołać się do mojej matki. Liczę się z jej zdaniem.
– Zła to chwila na taką apelację. – Wskazała na siebie i wannę. – Twoja matka z pewnością wyciągnęłaby mylne wnioski.
– Świetnie zrozumiałaby, o co mi chodziło – szepnął uwodzicielsko.
Sabrina poczuła dziwny dreszcz, ale zaraz się opanowała.
– Chętnie porozmawiam z twoją matką, ale gdy będę inaczej ubrana.
Kardal ujął jej dłoń i położył sobie na piersi.
– Wolałbym, żebyś wcale nie była ubrana. Chciałbym obejrzeć swoją zdobycz.
To, co powiedział, było obraźliwe i poniżające. Sabrina chciała krzyczeć i uciekać stąd jak najdalej. Zarazem jednak w jego słowach była magnetyczna siła, wobec której czuła się bezbronna. Bezwiednie przesunęła palcami po piersi Kardala…
W jego oczach zapłonął ogień, Sabrina zaś czuła, jak jej opór słabnie. Nie wiedziała jednak, co zrobić, jak się zachować, była bowiem kompletnie niedoświadczona w tej materii. Dotąd nawet nigdy nie całowała się z żadnym mężczyzną…
Kardal ujrzał w jej oczach ciekawość i lęk, pożądanie i zakłopotanie. Co jest? – pomyślał. Tak może reagować tylko dziewica, a przecież Sabrina była kobietą rozpustną, choć z uporem twierdziła, że jest niewinna.
