
– I tak byś w to nie uwierzył – powiedziała cierpko. – Natomiast wierzyłeś bez zastrzeżeń, że co noc puszczałam się z innym facetem, brałam udział w różowych balecikach i tak dalej. Cóż, to dużo ciekawsze od prawdy.
Kardalowi wciąż było głupio, że bezkrytycznie uwierzył brukowcom, ignorował zaś to, co mówiła Sabrina. Teraz patrzył na nią, doznając wręcz zmysłowej przyjemności. Ulegając jej prośbie, pozwolił, by włożyła skromną, kobaltową sukienkę, długą do kostek, wysoko zapiętą pod szyją. Lecz miękko układający się jedwab jedynie osłaniał kuszące krągłości, nie kryjąc ich istnienia.
Sabrina rozpuściła długie włosy, które swobodnie opadły na ramiona. Kardal chciałby zanurzyć w nich dłonie, przekonać się, jak bardzo są miękkie i puszyste.
– Nie żyłaś więc na modłę rozpustnych kobiet z Zachodu? – Kardal sięgnął po truskawkę do misy stojącej między nimi na stoliku.
Sabrina ciężko westchnęła.
– Wszystkie te bzdury o mnie i o mężczyznach wymyślili dziennikarze, którzy uznali, że jestem taka sama jak matka.
– To znaczy?
– Mama była, i nadal jest atrakcyjną kobietą, do tego bogatą. Od kiedy przyjechałyśmy do Stanów, wciąż otaczają ją liczni mężczyźni. Matka preferuje krótkie romanse, nigdy po raz drugi nie wyszła za mąż, czego bardzo pragnęłam, marzyłam bowiem o normalnym, stabilnym domu. Jednak matka powiedziała mi kiedyś, że była już mężatką i wystarczy, bo to było okropne. Rodzice po prostu się nienawidzili. Gdy byłam z matką, nie wolno mi było wspominać ojca, on z kolei zabraniał mi mówić o matce.
– To musiało być dla ciebie trudne.
– Ani ojciec, ani matka specjalnie się mną nie przejmowali i szybko zrozumiałam, że mogę liczyć tylko na siebie. Mama też tak uważała. Chciała, bym jak najszybciej się usamodzielniła. Kiedy skończyłam czternaście lat, stwierdziła, że powinnam znaleźć sobie faceta i zacząć dorosłe życie. „Jesteś ładna, bogata, korzystaj z życia. Tylko raz jest się młodym".
