
– Wykręcałam się, jak tylko mogłam, a nawet jeśli musiałam się zjawić, gdy atmosfera robiła się zbyt… frywolna, ulatniałam się. To mnie po prostu nie bawiło. Odziedziczyłam po matce wygląd, ale nic poza tym. To przykre, ale jesteśmy sobie zupełnie obce.
– Widziałem jej zdjęcia. To prawda, jest urodziwa, ale gdzie jej do ciebie.
Ten komplement bardzo ją ujął. Poczuła się cudownie… a przecież nie powinna. Kardal ją porwał, poniżył, zmusił do noszenia stroju prostytutki, podczas kąpieli znieważył lubieżnym gestem, dotąd na jej rękach tkwiły niewolnicze kajdany, a jakie jeszcze tortury dla niej planował, tylko on wiedział. Jesteś w niewoli, powtórzyła sobie, a to twój oprawca.
Dlatego nawet nie podziękowała za komplement.
Siedzieli przy kominku w jej sypialni. Kolację podano na niskim stoliku, wokół którego zamiast krzeseł porozkładano poduszki.
Kiedy Adiva oznajmiła z namaszczeniem, że książę Kardal raczy zjeść kolację z niewolnicą Sabriną, rzeczona niewolnica pomyślała, że najlepiej wyrazi swą wdzięczność, rozbijając talerz na szanownym książęcym łbie. Jednak nie było ku temu sposobnej chwili, bo kolacja przebiegała w całkiem miłej atmosferze, a Sabrina spragniona była normalnej pogawędki.
– Czy przyjeżdżając w odwiedziny do ojca, kontynuowałaś swe historyczne studia?
– Nie miałam na to szans. Nie uzyskałam zgody na spenetrowanie archiwów państwowych, nie pozwolono mi też zajrzeć do skarbca, gdzie są schowane najcenniejsze zabytki kultury Bahanii. – W jej głosie pobrzmiewał żal. – Przyjeżdżałam do ojca na letnie wakacje i mogłam zrobić wiele dobrego, ale jakoś nikt nie potrafił w to uwierzyć.
– A kiedy byłaś młodsza?
– Ojciec witał mnie, gdy przyjeżdżałam, a potem oddawał w ręce opiekunek – powiedziała ze smutkiem. – Szczęśliwie często były to cudzoziemki, więc dowiadywałam się o ich krajach. Zawsze też prosiłam, by nauczyły mnie swojego języka, a one robiły to z radością.
