
– Wyobrażam to sobie.
– Nie znałem tamtejszych zwyczajów, prawie nie znałem języka, miałem też okropne braki w edukacji. Prawdę mówiąc, podczas pierwszego roku wciąż karano mnie za bójki.
– Już to widzę. Zjawił się obcy, to trzeba się z nim podrażnić. A że małego Kardala szkolono dotąd na wojownika…
– Właśnie. Potem jednak zmieniłem się.
– Co się stało?
– Kiedy w lecie przyjechałem do domu, dziadek wytłumaczył mi, po co ta cała nauka. By zostać w przyszłości mądrym i dobrym władcą Miasta Złodziei, musiałem zdobyć gruntowne wykształcenie. Wróciłem więc do szkoły i ostro zabrałem się do pracy.
– Czyli dałeś się przystrzyc na jankeską modłę!
– Poniekąd… A kiedy skończyłem piętnaście lat, zrobiło się jeszcze ciekawiej, ponieważ niektóre zajęcia zaczęliśmy odbywać wspólnie z dziewczętami z sąsiedniej szkoły.
– Już sobie to wyobrażam. Musiałeś mieć straszne powodzenie. – Roześmiała się.
– Szło mi całkiem nieźle. – Też się uśmiechnął. – Poza tym nauczyłem się żyć po amerykańsku, dopasowałem się do reszty. Ale tak jak ty, każdego lata wracałem na pustynię i uczyłem się jej od nowa. A potem znów do Stanów… Kiedy wreszcie skończyłem studia, z radością na stałe wróciłem do swojego miasta.
– Mamy więc podobne doświadczenia… – Mimowolnie dotknęła niewolniczych kajdan i wzdrygnęła się. – Naprawdę zamierzasz mnie tu trzymać jako swoją niewolnicę?
– Oczywiście. Nie zdarzyło się nic takiego, bym zmienił zdanie.
– Przecież wiesz, że nie wolno ci tego robić. Jestem księżniczką, córką króla, który jest również twoim nominalnym władcą. Wprawdzie mój ojciec zbytnio o mnie nie dba, ale nie pozwoli, by ktokolwiek przetrzymywał mnie wbrew mojej woli.
– Powiadomiłem go, że jesteś moim więźniem, i zażądałem okupu.
– Co?! – Była równie zdumiona, co wściekła. – To jakiś głupi żart…
– Jesteś pewna?
– Król Bahanii nie będzie z tobą negocjował. On cię rozgniecie jak robaka!
