
– Nic nie rozumiesz – stwierdził spokojnie. – Bahania i Miasto Złodziei są sobie niezbędne i Hassan doskonale wie, że nie może mnie rozzłościć.
– A jeżeli to ty rozzłościsz jego? Jesteś szalony. Ojciec nie puści ci tego płazem.
– Jestem pewien, że puści. Od czasu do czasu muszę przypominać potężniejszym sąsiadom, w tym również memu nominalnemu władcy, że też mam siłę, i że potrzebują mnie tak samo jak ja ich.
– Z tego wniosek, że porwałeś mnie z powodów politycznych – powiedziała cicho. Ta informacja, w sumie tak oczywista i banalna, nie wiedzieć czemu sprawiła jej ogromną przykrość.
– Zabrałem cię z pustym, byś nie umarła, natomiast zatrzymałem w mieście z wielu powodów, w tym politycznych.
– A te pozostałe?
– Możliwe, że mi się spodobałaś.
Mimo że była odziana w zakrywającą wszystko suknię, poczuła się naga pod jego spojrzeniem.
– Żądam, byś jak najprędzej umożliwił mi powrót do pałacu mojego ojca.
– Mój pustynny ptaszku, przecież jesteś moją niewolnicą. Spojrzyj tylko na swoje nadgarstki.
– To jakieś szaleństwo. Nie możesz więzić królewskiej córki!
Stanął tuż przy niej. Gdy zaczęła się cofać, ruszył za nią, aż napotkała zimną kamienną ścianę. Kardal delikatnie dotknął jej policzka, czym wzbudził w niej dziwny dreszcz ni to strachu, ni to rozkoszy.
– Postanowiłem, że tu zostaniesz – powiedział cicho, schylając głowę. – A jeśli będziesz miała szczęście, to być może kiedyś pozwolę ci odejść.
Sabrina próbowała powoli przesunąć się wzdłuż ściany, ale Kardal mocno objął ją w talii.
– Strzeż się, Kardal – syknęła. – Zabiję cię. Zaśniesz i już się nie obudzisz. Nie znasz dnia ani godziny.
– Czekam niecierpliwie w mojej sypialni. Pragnę wreszcie się dowiedzieć, co wiesz o rozkoszach ciała i jak umiesz dogodzić mężczyźnie. – Zbliżył swe usta do jej warg.
– Szanuj mnie! – krzyknęła z pełną wściekłości rozpaczą. – Jestem dziewicą. Przestań traktować mnie jak dziwkę. Nic nie wiem o seksie!
