
Przestraszona przyłożyła rękę do bijącego gwałtownie serca i starała się wyrównać oddech.
– Zwiedzam. Chciałabym zobaczyć legendarne skarby Miasta Złodziei. Zawodowo zajmuję się historią tego regionu. A ty kim jesteś?
– Rafe Stryker, szef służb bezpieczeństwa.
– Przecież jesteś Amerykaninem! – zdumiała się. – Jakim cudem powierzono ci taką funkcję w Mieście Złodziei?
– Książę Kardal zatrudnia najlepszych ludzi.
– Rozumiem… – Pyszałkowate słowa aż prosiły się o ironiczna ripostę, jednak oczy Rafe'a Strykera były jak lodowiec, co nakazywało największą ostrożność. Kardal był niebezpieczny przez swój ognisty temperament, ale to Sabrina rozumiała znakomicie. Natomiast nie pojmowała i bała się chłodu.
– Rozumiem, że jesteś księżniczką, którą Kardal znalazł, gdy zabłąkała się na pustyni.
– Przynajmniej tak głosi jedna z wersji. – Spojrzała na kaburę z pistoletem wiszącą u jego pasa. – Czy masz za zadanie zaprowadzić mnie pod bronią do mojej komnaty?
– Ależ skąd! – Rafe wyjął z kieszeni klucze i zaczął otwierać drzwi. – Wydano mi polecenie, abym pokazał ci to, co cię zainteresuje.
– Och! Naprawdę zobaczę legendarne skarby?!
– Spójrz, księżniczko.
W zaciemnionym pomieszczeniu stało na postumentach kilkanaście szklanych gablotek oświetlonych żarówkami. Sabrina zauważyła z żalem, że przy eksponatach nie ma podpisów i muzealnych metryczek, a potem już tylko podziwiała wspaniałe eksponaty. Przez chwilę syciła wzrok wielkanocnymi jajkami Fabergego, prawdziwym cudem kunsztu złotniczego, następnie jej uwagę przykuła gablotka, w której leżało dwanaście wysadzanych brylantami diademów. W pozostałych gablotkach zgromadzono drogocenną i artystycznie doskonałą biżuterię pochodzącą z różnych stron świata, a także niewiarygodne wręcz okazy kamieni szlachetnych, w tym rubin wielkości niedużego melona.
– Tak nie można – wyszeptała. – Kardal powinien to natychmiast zwrócić.
