
– Musisz to sama omówić z szefem. Moje zadanie polega na tym, aby bez pozwolenia nikt niczego stąd nie zabrał.
Spojrzała na niego kpiąco.
– Rozumiem. Nie wolno okradać złodziei.
– Jak widać, nie wolno. – Gdy machnął ręką, rękaw bluzy przesunął się, odsłaniając tatuaż na prawym przegubie.
Sabrina chwyciła go za rękę.
– Nosisz na ręku książęcy symbol. – Zdumiona patrzyła na herb Miasta Złodziei przedstawiający zamek i pustynnego lwa. Wiedziała, że taki tatuaż mogli nosić tylko ci, którzy… Spojrzała w zimne oczy Rafe'a. – Narażając swe życie, uratowałeś Księcia Złodziei. W ten sposób zdobyłeś absolutne zaufanie Kardala oraz otrzymałeś tytuł szejka.
– Widzę, że znasz historię swojego kraju.
– Znam. Czy Kardal obdarował cię ziemią?
– Owszem, coś tam dostałem. – Wzruszył ramionami. – Mam też jakieś kozy i wielbłądy. Proponowano mi także kilka żon, ale odmówiłem.
– Kim jesteś?
– Pracuję tu.
Akurat, pomyślała. Rafe Stryker nie był zwykłym pracownikiem. Kardal będzie musiał jej odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących jego zastępcy.
I najważniejsza sprawa. Trzeba coś zrobić z tymi skarbami, z owym łupem pustynnych złodziei…
Sabrina ruszyła do swojej komnaty.
ROZDZIAŁ 7
Tego wieczoru Kardal wyszedł ze swojego biura około szóstej. Na ogół pracował dłużej, ale odkąd Sabrina znajdowała się w zamku, kończył urzędowanie coraz wcześniej. Dziwne…
Wszystko, co robię, służy temu, by Sabrina zrozumiała, jak powinna się zachowywać, uspokajał się w duchu. Im lepiej zrozumie, czego się od niej oczekuje, tym większa szansa, że nasze małżeństwo będzie udane.
Oczywiście, o ile w ogóle do niego dojdzie. Bo Kardal jeszcze nie podjął w tej sprawie ostatecznej decyzji.
Po ich pocałunkach wiedział, że fizycznie pasują do siebie wspaniale. Musiał przyznać, że w tych krótkich pieszczotach było coś więcej niż zwykła namiętność. Była w tym zapowiedź eksplozji, jakiej nigdy dotąd nie doświadczył, a zarazem coś ulotnie pięknego, wręcz wzruszająco rzewnego.
