Czegoś takiego nigdy by się nie spodziewał. Takie odczucia były mu dotąd zupełnie obce.

W ogóle z Sabriną było zupełnie inaczej, niż początkowo zakładał, a sprawa jej dziewictwa wszystko wywracała do góry nogami. Był całkowicie przekonany, że ma do czynienia z rozpustną Amerykanką. Chciał sprawdzić, czy fama o jej erotycznym kunszcie odpowiada prawdzie, a potem zastanowić się, czy chce mieć taką żonę. Teraz jednak coraz więcej faktów wskazywało, że ma do czynienia z kobietą niewinną, a to znaczyło, że nie wolno mu jej posiąść aż do chwili, gdy zostaną małżeństwem. Gdyby zrobił to wcześniej, to nawet fakt, że są zaręczeni, nie uchroniłby go przed słusznym gniewem i zemstą jej ojca.

Kardal pchnął drzwi i wszedł do komnaty Sabriny. Jak zwykle była u siebie i czekała na niego. Tym razem jednak nie powitała go uśmiechem.

– Nie mogę w to uwierzyć! – Jej oczy ciskały błyskawice. – Nie należą do ciebie, nie wolno ci ich tu trzymać!

– Czyżbym miał więcej niewolnic? Dotąd wiedziałem tylko o tobie. – Był naprawdę zdumiony.

Prychnęła wściekle.

– Nie mogę uwierzyć, że zrabowane skarby nadal zamierzasz trzymać w ukryciu. Czyżbyś nie miał sumienia? To wszystko trzeba oddać prawowitym właścicielom.

– Ach tak, Rafe wspominał, że natknął się na ciebie w podziemiach.

Podszedł do barku, na którym Adiva przygotowała napoje. Szanując zwyczaje swego ludu, Kardal nigdy nie pił alkoholu w obecności rodaków, lecz gdy przebywał z ludźmi z Zachodu, czasami raczył się drinkiem, traktując to jako gest towarzyski. Sabina sprawiała jednak, że coraz częściej po prostu musiał sobie wypić.

– Te rzeczy bezwzględnie trzeba zwrócić – powtórzyła z mocą. – Przecież należą do historycznego dziedzictwa różnych narodów.

Kardal wrzucił do szklanki kostki lodu, nalał whisky i pociągnął spory łyk.



66 из 162