Nadal jednak jest naszym – spojrzał na nią spod oka – uświęconym „dziedzictwem kulturalnym". – Odetchnął z ulgą, bo Sabrina niczym w niego nie cisnęła. – Może z czasem dogadamy się z niektórymi rządami i zwrócimy kilka rzeczy, ale jeszcze nie teraz. Zrozum, nasze społeczeństwo nie jest jeszcze do tego mentalnie gotowe, choć zmiany, jakie w ostatnich dziesięcioleciach u nas zaszły, są ogromne.

– Ogromne? – prychnęła. – Złodziejstwo jako dziedzictwo kulturalne…

– Nie drwij, proszę… Posłuchaj, mam dla ciebie pewną propozycję.

– Tak? – Spojrzała na niego nieufnie.

– Widzę, że nasze skarby bardzo cię zainteresowały. Ponieważ masz do tego odpowiednie przygotowanie zawodowe, może byś je skatalogowała?

– Nikt tego jeszcze nie zrobił? Aż trudno uwierzyć, że nawet nie wiecie, co macie.

– Są jakieś notatki, ale robione bez żadnej metody, a ty mogłabyś stworzyć profesjonalny katalog.

– Trzeba by też zadbać o konserwację i sposób przechowywania obrazów, gobelinów, starych ksiąg…

– Oczywiście. Ty się na tym znasz, nie ja.

– Widziałam tylko małą cząstkę, ale już z tego wnoszę, że w zamku znajdują się zbiory, które swym ogromem i wartością dorównują największym muzeom na świecie. – Spojrzała na Kardala. – To praca dla całego zespołu, i to na wiele, wiele lat.

– Twój ojciec może się ociągać z zapłaceniem okupu.

Spodziewał się jakiejś ciętej riposty, ale zamiast tego po twarzy Sabriny przebiegł smutny cień.

– Gdybyś uwięził mojego brata, mój ojciec już by cię zabił. Lecz jestem tylko niechcianą córką… – Otrząsnęła się. – Rano zacznę katalogować zbiory ze skarbca. A to, co znajduje się w całym zamku…

– Rozumiem. Pomyślę o tym później. – Zmarszczył brwi. – Sabrino, wspominając o Hassanie, nie chciałem sprawiać ci przykrości.

– Nie twoja wina, że ja i ojciec jesteśmy sobie obcy.

– Tak, ale…



68 из 162