
– Ogromne? – prychnęła. – Złodziejstwo jako dziedzictwo kulturalne…
– Nie drwij, proszę… Posłuchaj, mam dla ciebie pewną propozycję.
– Tak? – Spojrzała na niego nieufnie.
– Widzę, że nasze skarby bardzo cię zainteresowały. Ponieważ masz do tego odpowiednie przygotowanie zawodowe, może byś je skatalogowała?
– Nikt tego jeszcze nie zrobił? Aż trudno uwierzyć, że nawet nie wiecie, co macie.
– Są jakieś notatki, ale robione bez żadnej metody, a ty mogłabyś stworzyć profesjonalny katalog.
– Trzeba by też zadbać o konserwację i sposób przechowywania obrazów, gobelinów, starych ksiąg…
– Oczywiście. Ty się na tym znasz, nie ja.
– Widziałam tylko małą cząstkę, ale już z tego wnoszę, że w zamku znajdują się zbiory, które swym ogromem i wartością dorównują największym muzeom na świecie. – Spojrzała na Kardala. – To praca dla całego zespołu, i to na wiele, wiele lat.
– Twój ojciec może się ociągać z zapłaceniem okupu.
Spodziewał się jakiejś ciętej riposty, ale zamiast tego po twarzy Sabriny przebiegł smutny cień.
– Gdybyś uwięził mojego brata, mój ojciec już by cię zabił. Lecz jestem tylko niechcianą córką… – Otrząsnęła się. – Rano zacznę katalogować zbiory ze skarbca. A to, co znajduje się w całym zamku…
– Rozumiem. Pomyślę o tym później. – Zmarszczył brwi. – Sabrino, wspominając o Hassanie, nie chciałem sprawiać ci przykrości.
– Nie twoja wina, że ja i ojciec jesteśmy sobie obcy.
– Tak, ale…
