– Zostawmy to. Cieszę się z tej pracy, bo nudziłam się strasznie. Nie wiem tylko, jak strażnik zniesie moją obecność w skarbcu.

– Porozmawiam z Rafe'em.

– Widziałam jego tatuaż.

– Nie obawiaj się, nasze braterstwo aż tak daleko nie sięga. Rafe nie będzie sobie rościł prawa do książęcej niewolnicy.

Sabrina uśmiechnęła się leciutko, ale zaraz spoważniała.

– Był gotów oddać za ciebie życie.

– A ja wynagrodziłem jego lojalność.

– Czyniąc go szejkiem.

– Rafe jest teraz bogaty i cieszy się moim zaufaniem.

– Tylko mi nie mów, że w ramach tego zaufania mianowałeś go strażnikiem zamkowych podziemi. To mógłby robić byle osiłek. Jaką naprawdę pełni funkcję?

Kardal już wiedział, że Sabrina jest bystrą kobietą.

– Pełni tu wiele obowiązków.

– Bardzo gładkie oświadczenie. – Roześmiała się. – Ponawiam pytanie.

Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Gdy Kardal je otworzył, do pokoju weszła wysoka, piękna kobieta. Rozejrzała się po komnacie, a w jej dużych, brązowych oczach błysnęło rozbawienie.

– Mogę odetchnąć. Wybrałeś dużą, ładną komnatę. – Spojrzała na Sabrinę. – Bałam się, że umieścisz ją w tutejszych lochach.

– Może i mam trudny charakter, ale nie jestem barbarzyńcą! – oburzył się.

– Czasami trudno zauważyć różnicę. – Kobieta odwróciła się do Sabriny. – Miło cię w końcu poznać.

Kardal dokonał prezentacji:

– Mamo, pozwól, że ci przedstawię Sabrę, księżniczkę Bahanii. Sabrino, poznaj moją matkę, księżnę Calę z Miasta Złodziei.

Sabrina ze zdumieniem spojrzała na matkę Kardala. Księżna wyglądała najwyżej na trzydzieści pięć lat.

– Twoja zaskoczona mina sprawia, że czuję się naprawdę młodo – roześmiała się Cala. – Kiedy urodziłam Kardala, miałam prawie dziewiętnaście lat.

– Czyli dzieciak urodził dzieciaka – skomentował, po czym poprowadził matkę i Sabrinę do niskiego stolika, na którym podano kolację dla trzech osób.



69 из 162