
Kiedy usiedli, Cala poprosiła Kardala, by zajął się winem, a potem powiedziała do Sabriny:
– Chcę, byś wiedziała, że nie pochwalam zachowania mojego syna. Chętnie obarczyłabym kogoś innego winą za jego okropne maniery, niestety to ja jestem za to odpowiedzialna. Mam nadzieję, że mimo okoliczności, w których się tu znalazłaś, uda ci się znaleźć jakieś miłe strony pobytu w naszym mieście.
– Niczego jej tu nie brakuje – oznajmił zdecydowanie Kardal. – W ciągu dnia może się zająć książkami, a każdego wieczoru jem razem z nią kolację. Poza tym właśnie wyraziłem zgodę na to, by zaczęła katalogować nasze skarby.
Kobiety wymieniły ironiczne uśmiechy.
– Mogę dodać tylko tyle, że nigdy dotąd nie wiodłam równie wspaniałego życia. Nie wiedziałam, czego pragnę, dopiero pani syn mi to uświadomił, organizując czas według swego planu i wybierając miejsce pobytu.
Cala stłumiła chichot, natomiast Kardal nie przejął się jawną ironią zawartą w słowach Sabriny.
– Czy również przysparzasz swej matce tyle kłopotów co mój syn mnie? – zapytała Cala.
– Och, na pewno nie – odparła Sabrina. Cóż, matka prawie jej nie zauważała, więc co tu mówić o kłopotach.
– Mógłbyś się tego od niej nauczyć. – Cala spojrzała na syna.
– Przecież mnie uwielbiasz. – Kardal roześmiał się. – Jestem dla ciebie wszystkim. Twoim słońcem i twoim księżycem.
– Co najwyżej wątłą świeczką.
Pocałował matkę w czoło.
– Nie wolno kłamać. Fałsz niszczy doskonałość duszy. Przyznaj, że jestem całym twoim światem.
– Potrafisz być czarujący, często jednak twoje zachowanie każe mi żałować, że nie byłam wobec ciebie bardziej surowa.
Sabrina zazdrościła matce i synowi tak wspaniałej bliskości.
– Nie wiedziałam, że Wasza Wysokość mieszka w Mieście Złodziei.
– Mów do mnie Cala. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółkami, nie bacząc na szalone postępki mojego syna. – Dotknęła dłoni Sabriny. – Dużo czasu spędzam poza miastem, ale teraz chcę tu posiedzieć kilka miesięcy.
