– Matka zajmuje się działalnością dobroczynną. Zbiera fundusze na opiekę zdrowotną dla dzieci.

Zaczęli jeść, cały czas popijając wino.

– Kiedy Kardal wyjechał do Ameryki, do szkoły, by nie skonać z nudów, zaczęłam podróżować i zobaczyłam, że na całym świecie są potrzebujący. Stworzyłam więc fundację, która zajmuje się dziećmi. – Cala uśmiechnęła się. – Pierwsze fundusze pochodziły ze sprzedaży kilku klejnotów z naszego skarbca. Wprawdzie wybrałam te, których nie było już komu zwracać, a mimo to czekałam, że zaraz uderzy we mnie piorun.

– Sabrina uważa, że powinniśmy zwrócić skarby – powiedział Kardal.

– To prawda. Oczywiście rozumiem, że nie zawsze jest to możliwe, ale wiele przedmiotów ma swoich oczywistych właścicieli.

– Podzielam zdanie Sabriny – przyznała lekko Cala. – Być może kiedyś tak się stanie, ale to delikatna sprawa. Wprawdzie złodziejski proceder został zarzucony, ale wielu za nim tęskni i wspomina stare dobre czasy.

– Ropa daje większe zyski – stwierdził Kardal. Cala nachyliła się w stronę Sabriny.

– Teraz tak mówi. Ale kiedy nalegałam, by wyjechał do szkoły, opierał się całymi tygodniami. Groził, że ucieknie na pustynię, bo tam na pewno go nie znajdę. Nie chciał się nauczyć zachodniego stylu życia.

– Świetnie to rozumiem. Kiedy matka zamierzała opuścić Bananię, ja również, tak samo jak Kardal, nie chciałam wyjeżdżać, a gdy już się znalazłam w Kalifornii, z trudem przywykłam do tamtego stylu życia. Miałam zaledwie cztery lata, a do dziś pamiętam, jak bardzo byłam nieszczęśliwa.

– Wiesz, synu, że musiałam tak postąpić – z powagą powiedziała Cala. – Jako przyszły władca musiałeś zdobyć wykształcenie.

– Oczywiście, mamo. – Kardal uśmiechnął się serdecznie. – Ani ty, ani ja nie mieliśmy wyboru. To było konieczne, wiedz też, że nie żałuję czasu spędzonego w Ameryce.

– Wiem, że było ci tam ciężko.



71 из 162