
– A jakich?
– Inteligentna, pełna radości życia. – Potrafiąca mądrze radzić, dodał w myślach. To, co wczoraj powiedziała o nim i Givonie, było bardzo wnikliwe, choć spóźnione o wiele lat. Bo Kardalowi na ojcu już nie zależało…
– Wygląda na to, że macie ze sobą wiele wspólnego. To dobrze. Czy podjąłeś już decyzję w sprawie zaręczyn?
– Jeszcze nie. Sabrina jest samowolna i uparta. Musi się jeszcze wiele nauczyć.
– Wychowywałam cię w przekonaniu, że kobiety są takimi samymi ludźmi jak mężczyźni. Ty jednak czasami zachowujesz się jak prawdziwy idiota.
– Nie przypominam sobie, żebyś mnie tego uczyła. – Kardal uniósł brwi.
– Na razie zostawmy ten temat. – Cala z powagą spojrzała na syna. – Przykro mi, że wizyta Givona tak cię zdenerwowała. Miałam nadzieję, że teraz, kiedy jesteś starszy, wysłuchasz mnie i spróbujesz zrozumieć.
Kardal zerwał się na równe nogi.
– W tej sprawie nie mam nic do dodania.
– Ale ja mam, synu.
– To bez znaczenia.
Cala zerwała się na równe nogi.
– Nienawidzę, kiedy zachowujesz się w ten sposób! Narzekasz na upór Sabriny, ale sam jesteś jeszcze bardziej uparty. Słyszysz i widzisz tylko siebie. Wpadasz w złość, zamykasz się w sobie, nawet nie zapytasz, dlaczego król Givon po tylu latach wreszcie się tu zjawia.
Kardal nie był tego ciekaw, gdyby jednak się z tym zdradził, Cela znów zrugałaby go za ośli upór.
– No więc dlaczego?
– Ponieważ go zaprosiłam. A przez te wszystkie lata trzymał się od nas z daleka, bo powiedziałam, że nie chcę go u nas widzieć. W zeszłym miesiącu wysłałam do niego list, w którym zażądałam, żeby tu przyjechał.
– Ty go zaprosiłaś? – Kardal poczuł się zdradzony przez własną matkę. – Jak mogłaś? Po tym, co ci zrobił?!
– Mówiłam ci wiele razy, że nie wiesz o wszystkim, co się wtedy wydarzyło. Zaprosiłam króla Givona, ponieważ nadszedł czas, by zapomnieć o przeszłości.
– Nigdy! Nigdy mu nie wybaczę tego, co zrobił.
