– Nie zależy mi.

Och, jak bardzo czuł się zagubiony… Sabrina chciała go objąć i przytulić, jednak oczywiście się powstrzymała. Pomoże mu w inny sposób. Wyjęła z biurka kartkę i długopis.

– Musimy wszystko dokładnie zaplanować – powiedziała z przekonaniem. – Ta wizyta powinna mieć godną oprawę. A więc uroczyste przyjęcie, oprowadzenie po zamku, oczywiście z całą świtą. Król Givon ostatni raz był tu przecież trzydzieści jeden lat temu i z pewnością wiele się zmieniło.

– Hm, pewne rzeczy zostały zmodernizowane…

Spojrzała na stare latarenki, pomyślała o braku bieżącej wody i elektryczności.

– Jak widać, zmiany nie zaszły zbyt daleko – stwierdziła sucho. – No dobrze. Pozycja pierwsza: przyjęcie. Druga: zwiedzanie zamku. Hm, podziemia, zakamarki, wymarzona okazja dla terrorysty. A więc szczególna rola Rafe'a, który jest odpowiedzialny za ochronę.

Kardal przysunął sobie krzesło i usiadł obok Sabriny. Poczuła się… dziwnie. Trochę wystraszona, trochę podekscytowana, a przede wszystkim… No właśnie, koniecznie musi się na niego uodpornić, bo tak dalej się nie da!

– Za siły powietrzne – powiedział Kardal.

– Słucham?

– Siły powietrzne. Formalnie Rafe jest szefem sił bezpieczeństwa, ale tak naprawdę jest tu z tego powodu. Współpracuje z innym Amerykaninem, który przebywa w Bahanii. Patrole nomadów i elektroniczny system monitoringu już nie wystarczają, by zapewnić bezpieczeństwo na pustyni, dlatego potrzebne są samoloty. Rafe w Mieście Złodziei, a Jason Templeton w Bahanii, tworzą wspólne siły powietrzne, a potem będą nimi dowodzić.

– Ależ to prawdziwa rewolucja! Podzwonne dla wojowników pędzących konno przez pustynię…

– Masz rację, lecz taki jest wymóg czasu. Nasza ziemia kryje nie tylko ropę, ale i inne cenne kopaliny. Tego majątku trzeba strzec i rozsądnie nim gospodarować, by wystarczył na wiele pokoleń. Nie uchroni się go konnymi oddziałami uzbrojonymi w strzelby. By zapewnić bezpieczeństwo naszym państwom, musimy wykorzystać najnowsze zdobycze techniki. Twój ojciec myśli tak samo.



79 из 162