– Czy król Givon przyjeżdża sam, czy ze swoimi synami?

– Matka nic o nich nie wspominała, ale kto wie… – Wyraźnie się zdenerwował. – Zapytam ją o to jeszcze dzisiaj. Musisz wiedzieć, ilu będzie gości.

– Tak, to bardzo ważne.

– Synowie Givona, czyli moi przyrodni bracia. Ich również nigdy nie spotkałem. Są już ojcami, więc mam bratanków i bratanice. Też ich nie znam.

– Również mam przyrodnich braci. Jest ich czterech, lecz wszyscy mają inne matki. Mój ojciec, inaczej niż twój, nie był wierny jednej kobiecie. – Tylko że Kardal przeczył tej zasadzie… – Przepraszam…

– Daj spokój. Wiem, co chciałaś powiedzieć.

Przełożyła papiery na biurku.

– Naprawdę chcesz, bym była odpowiedzialna za przebieg tej wizyty? W zamku na pewno jest ktoś, kto lepiej da sobie z tym radę.

– Nie chcesz tego robić?

– Ależ chcę. Tylko się boję, że popełnię jakieś błędy.

Kardal dotknął jej ramienia, a jej się zdało, że zapłonął w niej ogień.

– Chcę, żebyś to była ty.

W jego głosie zabrzmiała tajemnicza, głęboko osobista nuta, która nie miała nic wspólnego z wizytą króla Givona. Wzruszenie ścisnęło gardło Sabriny. Na ułamek sekundy oddała się cudownym marzeniom. Jakby to było, gdyby pożądał jej taki mężczyzna jak Kardal?

Nigdy się jednak tego nie dowie, bo przecież jest zaręczona z innym. Ma obowiązek bronić swojej cnoty, by w noc poślubną mąż mógł się przekonać o jej niewinności. Obowiązek… Do tej pory tak właśnie traktowała seks. Nie mogąc żyć jak amerykańskie dziewczyny, musiała sobie to narzucić.

Jednak odkąd poznała Kardala, wszystko się zmieniło. Sabrina zaczęła marzyć.

Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili wszedł Rafe. Skinął głową Sabrinie, po czym przestał na nią zwracać uwagę i powiedział do księcia:

– Zbliża się pora telekonferencji.

– Zamówienie dwunastu odrzutowców nie jest wcale taką prostą sprawą. – Kardal spojrzał na Sabrinę. – Dziękuję ci za pomoc. – Delikatnie musnął ustami jej wargi i ruszył za Rafe'em do wyjścia.



82 из 162