Oszołomiona Sabrina usiłowała zrozumieć zachowanie Kardala. Czy ten pocałunek miał jakieś znaczenie? Czy też był nic nieznaczącym gestem?

Chciała, by coś znaczył. By się liczył.

I nagle poczuła, że jest szczęśliwa, choć nie było ku temu żadnego powodu.

Otrząsnęła się. Czekało ją dużo pracy. Na dzisiejszy wieczór zaplanowała lustrację pokoi gościnnych i wybór apartamentów dla króla. Musiała też się dowiedzieć, ile osób będzie liczyła jego świta, a w tym najlepiej orientowała się Cala.

Dlaczego matka Kardala po tylu latach zaprosiła Givona do Miasta Złodziei? Co czuła do mężczyzny, który zgodnie z ohydną tradycją uwiódł ją, gdy miała zaledwie osiemnaście lat, a potem przez trzydzieści lat ignorował?

Sabrina zmarszczyła czoło. Givon, gdy przyjechał do Cali, był już żonaty. O jednym z jego synów pisano niedawno w prasie, podając przy tym dokładną datę urodzenia. Wynikało z tego, że kiedy Givon przebywał w Mieście Złodziei, jego ukochana żona była w ciąży. Jak mógł się zgodzić na coś takiego? Co się za tym wszystkim kryło?

Zauważyła, że Kardal zapomniał zabrać swój płaszcz. Gdy podniosła go z łóżka, by powiesić w szafie, wyczuła w kieszeni coś niedużego i kanciastego. Był to telefon komórkowy. Sabrina roześmiała się. Pośrodku pustyni? Przecież tu na pewno nie ma zasięgu.

A jednak był. Sabrina przypomniała sobie, co Kardal mówił jej o polach naftowych i elektronicznych systemach monitoringu używanych do ich ochrony. A więc i do Miasta Złodziei dotarła nowoczesność, choć Sabrina, którą umieszczono w komnacie urządzonej jak w czternastym wieku, dotąd nie zdawała sobie z tego sprawy.

Szybko wystukała numer do biura swojego ojca.

– Mówi księżniczka Sabra – powiedziała do asystentki. – Chciałabym mówić z ojcem.

– Oczywiście, Wasza Wysokość. Proszę poczekać, już łączę.

Sabrina nie była pewna, czy dobrze robi, dzwoniąc do ojca. Co tak naprawdę chciała mu powiedzieć? Czy była gotowa, by wrócić do Bahanii? Czy w związku z jej porwaniem Kardal będzie miał kłopoty?



83 из 162