
– Słucham, lordzie Billington? – spytała z troską. W końcu wyrzucił to z siebie:
– Czy sądzi pani, że mogłaby pani zostać moją żoną?
2
Ellie go puściła.
Osunął się na ziemię, zaplątany w ręce i w nogi, nie zdołał się bowiem utrzymać na obolałej kostce.
– To okropne z pana strony tak mówić! – krzyknęła Ellie. Charles podrapał się w głowę.
– Wydawało mi się, że po prostu spytałem, czy by pani za mnie nie wyszła.
Ellie mruganiem usiłowała powstrzymać zdradzieckie łzy.
– To bardzo okrutne stroić sobie żarty na ten temat!
– Wcale nie żartowałem.
– Oczywiście, że tak! – odburknęła, ledwie wstrzymując się od wymierzenia mu solidnego kopniaka. – Przecież byłam dla pana taka miła.
– Bardzo miła.
– Wcale nie musiałam się zatrzymywać, żeby panu pomóc.
– To prawda, wcale pani nie musiała.
– Chcę, żeby pan wiedział, że mogłabym wyjść za mąż, gdybym tylko chciała. Pozostaję panną z wyboru,
– Nie śmiałbym pomyśleć inaczej.
Ellie miała wrażenie, że słyszy w jego głosie ton drwiny, i tym razem naprawdę go kopnęła.
– Do diaska, kobieto! – wykrzyknął Charles. – A to za co? Przecież ja mówię najzupełniej poważnie!
– Jest pan pijany – stwierdziła oskarżycielskim tonem.
– Owszem – przyznał. – Ale jeszcze nigdy nie prosiłem kobiety o rękę.
– O, doprawdy – syknęła Ellie. – Jeśli usiłuje mi pan wmówić, że zakochał się pan we mnie od pierwszego wejrzenia, to oświadczam, że nie dam się na to złapać.
– Nie próbuję pani wmawiać niczego w tym rodzaju. Nawet nie próbowałbym obrażać pani inteligencji takimi słowami.
Ellie zamrugała, bo przez głowę przeleciała jej myśl, że mógł obrazić jakiś inny aspekt jej osoby, nie była tylko pewna, który.
– Faktem jest… – urwał i odchrząknął. – Czy sądzi pani, że moglibyśmy kontynuować tę konwersację w jakimś innym miejscu? Może mógłbym usiąść gdzieś na krześle, a nie wśród kurzu.
