
Charles obserwował, jak wstawała.
– Wierzę, że rozważyła pani moje oświadczyny.
Rosejack znieruchomiał, a potem gwałtownie się odwrócił;
– Oświadczyny? – spytał krztusząc się. Charles się uśmiechnął.
– Tak, Rosejack. Mam nadzieję, że panna Lyndon zrobi mi ten zaszczyt i zostanie moją żoną.
Rosejack pobladł jak ściana. Ellie zganiła go wzrokiem.
– Złapała mnie burza – oświadczyła, w głębi ducha uważając, że to powinno być oczywiste dla każdego. – Zwykle prezentuję się lepiej.
– Tak, złapała ją burza, a ja mogę zaświadczyć, że ona w istocie prezentuje się znacznie lepiej. Zapewniam cię, że będzie doskonałą hrabiną.
– Jeszcze nie przyjęłam oświadczyn – mruknęła Ellie. Rosejack wyglądał na osobę, która zaraz może zemdleć.
– Och, ale przyjmie je pani – stwierdził Charles z pewnym siebie uśmieszkiem.
– Skąd pan może…
– A po cóż innego by pani tu przychodziła? – przerwał jej, a potem zwrócił się do kamerdynera: – Rosejack, poprosimy o herbatę, i nie zapomnij o ręczniku! A nawet dwóch!
Popatrzył na parkiet, na którym stały pokaźne kałuże wody, spływającej z sukni Ellie, a potem znów przeniósł spojrzenie na Rosejacka.
– Sądzę, że lepiej by było, gdybyś przyniósł od razu cały stos!
– Ja jeszcze nie przyjęłam pańskiej propozycji! – zawołała Ellie. – Po prosta chciałam o niej z panem porozmawiać.
– Oczywiście, moja droga – mruknął Charles. – Czy zechce pani przejść ze mną do bawialni? Służyłbym pani ramieniem, obawiam się jednak, że niewielkim byłbym wsparciem. – Poruszył laską.
Eliie westchnęła z gniewem i przeszła za nim do przyległego pokoju. Urządzony był w kolorach kremowym i błękitnym, nie śmiała więc na niczym usiąść.
– Wydaje mi się, że ręczniki nie wystarczą, milordzie -stwierdziła. Nie chciała nawet stanąć na dywan, bo ze spódnicy wciąż skapywała brudna woda.
Charles przyjrzał jej się uważnie.
