
Kilka minut później do drzwi rozległo się nieśmiałe pukanie. Odwrócił się, zdziwiony tym odgłosem, gdyż pokojówka zostawiła drzwi otwarte.
W drzwiach stała Ellie, z uniesioną ręką, gotowa, by zapukać jeszcze raz.
– Sądziłam, że pan mnie nie usłyszał – powiedziała.
– Przecież drzwi zostały otwarte, nie było potrzeby pukać. Wzruszyła ramionami.
– Nie chciałam przeszkadzać.
Charles gestem zachęcił ją, by weszła do środka, i z przyjemnością obserwował, kiedy szła przez pokój. Suknia jego siostry była na nią odrobinę za długa, idąc musiała lekko unosić jasnozieloną spódnicę.
Zauważył wtedy, że jest bosa. To dziwne, że widok bosej stopy może przyprawić o takie drżenie…
Ellie przyłapała jego spojrzenie i natychmiast się zaczerwieniła.
– Pańska siostra ma bardzo małą nogę – wyjaśniała. – A moje buty przemokły na wylot.
Charles mrugnął, jakby wyrwany z zamyślenia, a potem lekko pokręcił głową i popatrzył jej w oczy.
– To bez znaczenia – powiedział i znów przeniósł spojrzenie na stopy Ellie.
Opuściła spódnicę, nie mogąc zrozumieć, co też takiego interesującego może być w jejbosych stopach.
– W miętowym bardzo pani do twarzy – stwierdził w końcu Charles, przekrzywiając głowę w drugą stronę. – Powinna pani częściej nosić ten kolor.
– Wszystkie moje suknie są ciemne i skromne – odparła Ellie, a w jej głosie zabrzmiały zarówno ironia, jak i żal.
– Szkoda. Będę musiał pani kupić nowe, kiedy już zostaniemy małżeństwem.
– Chwileczkę! – zaprotestowała Ellie. – Jeszcze nie przyjęłam pana oświadczyn. Przyszłam tutaj tylko po to, by… – urwała, uświadomiwszy sobie, że prawie krzyczy, i ciągnęła już bardziej miękkim tonem: – Chciałam po prostu o tym z panem porozmawiać.
Charles uśmiechnął się.
– A co pani chce wiedzieć?
Ellie odetchnęła głęboko, żałując, że nie potrafi podczas tej rozmowy
