
Ellie wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Billington? To jeden z najatrakcyjniejszych kawalerów w całym hrabstwie. Atrakcyjny do tego stopnia, że nawet ona o nim słyszała, a przecież jej nie było na żadnej liście atrakcyjnych panien na wydaniu. Plotki głosiły, że Billington to rozpustnik najgorszego sortu. Ellie nie raz słyszała, jak poszeptywano o nim na wiejskich zgromadzeniach, chociaż plotki te nie były przeznaczone dla uszu niezamężnych dam. Pomyślała, że reputacja hrabiego musi być naprawdę okropna, skoro o jego poczynaniach nie można było nawet wspomnieć w jej obecności.
Ellie słyszała także, że hrabia Billingron jest wprostbajecznie bogaty, bogatszy nawet niż hrabia Macclesfield, którego niedawno poślubiła jej siostra Victoria. Ellie osobiście nie mogła za to ręczyć, gdyż nie widziała jego rejestrów finansowych, a już dość dawno postanowiła, że nie będzie się zastanawiać nad żadnymi sprawami majątkowymi, nie mając w ręku twardych dowodów. Wiedziała jednak, że posiadłość Billingtonów jest ogromna i bardzo stara. I położona o dobrych dwadzieścia mil stąd.
– Co pan robi tutaj, w Bellfield? – wyrwało jej się.
– Po prostu wracam do wspomnień z dzieciństwa.
Ellie ruchem głowy wskazała na rozpościerające się ponad nimi gałęzie.
– To pana ulubione drzewo?
– Zawsze się na nie wspinałem razem z Macclesfieldem. Ellie uporała się wreszcie z rozcinaniem buta i odłożyła nóż. -Z Robertem? – spytała.
Charles spojrzał na nią podejrzliwie z lekką wyższością. -Jest pani z nim po imieniu? Niedawno się ożenił.
– Owszem. Z moją siostrą,
– Jaki ten świat mały! – mruknął. – Jestem zaszczycony, że mogłem panią poznać.
– Za moment może pan zmienić zdanie – stwierdziła Ellie, po czym najdelikatniej jak umiała uwolniła jego opuchniętą stopę z trzewika.
Charles ze smutkiem popatrzył na zniszczony but.
