
– Raz, dwa… trzy! – Ellie, stękając i sapiąc, postawiła hrabiego na nogi. Okazało się to wcale niełatwe, był przecież znacznie od niej cięższy, a na dodatek pijany. Kolana się pod nim ugięły, a Ellie ledwie powstrzymała się od przekleństwa, mocno wbijając nogi w ziemię i starając się go utrzymać. Hrabia zaczął z kolei niebezpiecznie przechylać się w inną stronę, musiała zatem przesunąć się przed niego, żeby nie upadł.
– O, teraz jest bardzo mito – mruknął, przyciskając się do jej piersi.
– Lordzie Billington, nalegam, aby użył pan kija.
– Na panią? – udał zdziwienie jej uwagą.
– Żeby móc iść! -Ellie prawie wrzasnęła. Skrzywił się od tego hałasu i zaraz pokręcił głową.
– To doprawdy bardzo dziwne – mruknął. – Ale mam wielką ochotę panią pocałować.
Ellie wyjątkowo zabrakło słów. Charles przygryzł dolną wargę.
– Wydaje mi się, że chyba po prostu to zrobię – oświadczył w końcu.
To wystarczyło, by Ellie się otrząsnęła. Odskoczyła w bok, a lord, niepodtrzymywany przez nią, znów osunął się na ziemię.
– Dobry Boże, kobieto! – ryknął. – Dlaczego pani to zrobiła? -Bo chciał mnie pan pocałować!
Charles potarł głowę, którą uderzył o pień drzewa. -Ta perspektywa była aż tak przerażająca?
Ellie zamrugała.
– Właściwie nie.
– Proszę tylko nie mówić, że odrażająca – westchnął. – Bo tego, doprawdy, bym nie zniósł.
Ellie odetchnęła i znów wyciągnęła rękę na zgodę.
– Bardzo mi przykro, że pana puściłam, sir.
– Z pani twarzy znów bije bezbrzeżny smutek. Ellie wstrzymała się od tupnięcia nogą.
– Tym razem mówiłam prawdę. Przyjmie pan moje przeprosiny?
– Wygląda na to – odparł, unosząc brwi – że jeśli ich nie przyjmę, to zrobi mi pani krzywdę.
– Niewdzięczny zarozumialec! – burknęła. – Naprawdę staram się pana przeprosić.
– A ja naprawdę staram się przyjąć przeprosiny.
Ujął jej dłoń w rękawiczce. Ellie pomogła mu wstać, ale gdy tylko wsparł się na prowizorycznej lasce, odsunęła się na bok.
